Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sypialnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sypialnia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 listopada 2012

Kącik Adusi



Ostatnio dotarło do mnie, jak bardzo mój blog jest opóźniony w stosunku do rzeczywistości. Nie nadążam z fotografowaniem zmian, dlatego i tym razem pojawia się kącik, który swoją metamorfozę przeszedł dość dawno. Moja Córeczka nie jest już małym brzdącem, dlatego zaszła potrzeba zmiany łóżeczka, a właściwie jego przebudowy, bo to dalej ten sam mebel, który pokazywałam dawno temu tutaj.
 Kącik  Adki znajduje się w sypialni, tuż pod skosem i jest tam naprawdę bardzo przytulnie. 
Dużą rolę w kreowaniu tego nastroju ma łańcuch świetlny, czyli „bąbelki” ( tak je z Adka nazywamy ). Kupiłam je po okazyjnej cenie z myślą właśnie o tym miejscu .




Swoje miejsce znalazł też haft, który początkowo tułał się po salonie, ale gdzie może być mu lepiej, jak nie tutaj?




Narzuta i poduszka tylko udają patchworki – tak naprawdę to materiał w taki wzorek. Pamiętam, że kupiłam ten komplet, kiedy Adka była jeszcze malusia i musiał w szafie zaczekać na swój czas.




I jak to u mnie – musi być trochę sentymentalnie. Na łóżeczku zawsze leżą dwa kocyki. Oba zrobione przez moją Babcię, która jest mistrzynią w robieniu na drutach. Bardzo żałuję, że dzieli nas cała Polska i nie mogę nauczyć się od niej choć namiastki tej sztuki. Właśnie dlatego tak bardzo cieszą mnie rzeczy, które robi. Jeden kocyk – śnieżnobiały – zrobiła na chrzciny Adusi. Drugi - ten z różowym wykończeniem – przygotowała dla mnie, tuż po moich narodzinach.  
To coś więcej niż pamiątka. To kawałek naszej historii, ta niewidzialna nić, która łączy i daje poczucie bezpieczeństwa. Nie zamieniłabym tych kocyków na żadne inne, choćby nie wiem, jak wyszukane czy markowe.




W sypialni mamy niewielkie okienko, więc panuje w niej półmrok. To idealne warunki, jak na sypialnię, ale nie na robienie zdjęć. Wszystkie musiałam zrobić przy sztucznym świetle i po raz kolejny przekonałam się, jak mało jeszcze umiem. Ale wszystko przede mną :)
Już niedługo grudzień! Ależ się cieszę!
Pozdrowienia!

sobota, 25 czerwca 2011

Na dobry sen


Uff, w końcu mogę znów coś tutaj napisać. Wracam, zamieszczając zdjęcia łóżka stojącego w sypialni. To do niej wprowadziła się przed rokiem Adka i wraz z nią zawitał różowy kolor na ścianach. Łóżko wybierane było w pośpiechu i jedynie na podstawie zdjęć w internecie. Miało być wygodne, bo to w nim musiałam przeleżeć wiele miesięcy. Wygląd był wtedy dla mnie sprawą drugorzędną... Ale nie narzekam na nie. Jest szerokie, zmieści nawet śpiącą u rodziców "na waleta" Adkę. Z kołdrą było już gorzej i po roku walki o nią kupiliśmy kołdrę o wymiarach 200x200. I od razu nową pościel. Ta na zdjęciach jest ładna, ale gnieciuch z niej okropny.


Lniane poszewki dostałam od Mamy. Ozdobione haftem wstążeczkowym, który bardzo mnie intryguje, ale narazie nie będę zgłębiać jego tajników. Chyba, że na emeryturze :)



Zawsze chciałam mieć kinkiety przy łóżku, więc kupiliśmy lampki, które takowymi mi się wydawały. Jakie było moje rozczarowanie, kiedy po otworzeniu pudełek zobaczyłam kable. Okazało się, że to zwykłe lampki podłączane do kontaktu. Na szczęście, Mąż przerobił je na kinkiety.



Chociaż czasu mam niewiele, staram się choć chwilę znaleźć na czytanie. To w łóżku jest najprzyjemniejsze :) Ostatnio zachwyciłam się pozycją "Uniwersytet Dziecięcy". W ramach eksperymentu, wielu naukowców spróbowało odpowiedzieć na nurtujące dzieci pytania, np. dlaczego jedni ludzie są biedni, a inni bogaci? Fascynujące są nie tylko odpowiedzi, ale i same pytania, które rodzą się w małych główkach, a z którymi i dorośli mają problemy.

Życząc wszystkim dobrych snów,

pozdrawiam serdecznie!

poniedziałek, 22 listopada 2010

Sielsko anielsko


Zazwyczaj u mnie bywa tak, że przypadkiem wpadam na jakiś pomysł. Coś zobaczę, coś mi przypadkiem  wpadnie w ręce i pojawia się w głowie pomysł. Tak było też tym razem. Zaczęło się od porządków w kredensie.  Tam leżało pudełko z zeszłorocznymi ozdobami choinkowymi, a w nim były m.in. gipsowe aniołki. Kilka z nich nie miało zawieszek... 

Następnie trafiłam na post Ushii na temat kuleczkowego ozdabiania przedmiotów.  

Później w pasmanterii wpadły mi w oko groszkowe wstążki, a na koniec Mąż przy tzw. okazji kupił 3 ramki. Wtedy doznałam olśnienia :)

W efekcie powstały aniołkowe obrazki do naszej sypialni. Po jednym dla każdego z naszej trójeczki. Dusia i ja mamy różową kolorystykę, a Mąż aniołka w niebieskościach.



Aniołki to gipsowe odlewy ze specjalnej foremki. Używam zwykłego gipsu budowlanego. Jest on szarawy, dlatego odlewy maluję białą farbką akrylową. Niektóre elementy pomalowałam na złoto dla ich uwidocznienia.



I tym razem musiałam trochę pokombinować przy robieniu kuleczek, bo nie miałam polecanej przez Ulę konturówki. Zastąpiłam ją brokatem w kleju, który następnie pomalowałam. Świetnie się ta wersja sprawdziła.

Teraz tylko Mąż musi powiesić ramki na ścianie. Jakoś nie mam ochoty na starcie z przedwojennymi, solidnymi ścianami i wiertarką udarową :)

To tylko jeden z przykładów wykorzystania gipsowych aniołków. Wspaniale prezentowały się w zeszłym roku na choince i pewnie część z nich znów na niej zawiśnie. To urocza alternatywa dla bombek. 

Pozdrawiam serdecznie i cichutko zapowiadam candy w najbliższym czasie :)



wtorek, 9 listopada 2010

I u mnie klatka!

Odkąd Ushii pokazała metamorfozę zwykłej klatki wątpliwej urody zasiała we mnie potrzebę zrobienia czegoś takiego. I w niedługim czasie zupełnym przypadkiem trafiłam na takie "szkaradziejstwo". Klatka została dodatkowo bogato wyposażona w plastikowe kwiatki, pstrokate ptaszki ( żałuję, że zdjęć nie zrobiłam ) oraz mechanizm mający wydawać ptasie trele. Ów mechanizm już w momencie zakupu był zepsuty i pewnie dlatego zapłaciłam za klateczkę
całe 6 zł. 

Swoją wersję klatki pokazała też Aga z Oazy.  Chyba zapanowała "klatkowa" choroba :)


Wnętrze wymontowałam, całość pomalowałam na biało i po zamontowaniu haczyka klatka zawisła w oknie sypialni. Okienko jest niewielkie, więc i wielkość klatki doskonale się wpasowała. Przez wymiary okna sypialnia jest dość "mroczna", ale akurat w tym pomieszczeniu jest to dla nas zaletą.

 Z okiem widać stare, ogromne drzewa. Każda pora roku to inny krajobraz za szybą. Teraz podziwiamy prawie nagie konary i po pół roku przerwy możemy dostrzec kamienicę w oddali. Przy okazji pochwalę się roletą rzymską. Z racji rozmiarów okna uszyta na zamówienie. Materiał ma wytłaczane kwiaty, niezwykle miłe w dotyku. 



A tak wyglądała klatka przed metamorfozą. Niestety, bogate wnętrze zdążyłam wymontować.



W klatce były też dwa kolorowe ptaszki z piórkami. Skorzystałam z przepisu Ushii, trochę go modyfikując. Ja nie miałam gipsu modelarskiego, więc podkradłam Mężowi zwykły gips budowlany, który też doskonale się sprawdził. Kilkakrotnie zanurzyłam w nim ptaszki, wyszlifowałam, a następnie pokryłam krakiem dwuskładnikowym ( dobrze znanym dekupażystkom ). W powstałe spękania wtarłam porporinę ( większy ptaszek ) i cienie do powiek -udany  eksperyment - ( mniejszy ptaszek ). Całości nie trzeba już lakierować, bo pięknie się mieni i jest odporna.

Bardzo cieszą mnie takie metamorfozy. Niewielkim kosztem spełniłam swoje marzenie o klateczce, chociaż na większą i tak nadal będę polować .

Pozdrawiam wszystkich odwiedzających, a szczególnie nowych obserwatorów. 



wtorek, 31 sierpnia 2010

Kącik Adusi


Pojawienie się dziecka w moim życiu to rewolucja we wszystkich płaszczyznach. Tej mieszkaniowej też. Jeszcze zanim Maleńka pojawiła się na świecie, ustaliliśmy, że narazie Nowy Lokator zamieszka w naszej sypialni. Takie rozwiązanie ma swoje plusy i minusy. Dla mnie najważnejsze było mieć Adkę blisko siebie i przyznam, że jest to bardzo wygodne rozwiązanie, zwłaszcza w nocy. A minusy: nagle sypialnia stała się placem zabaw, łazienką i kuchnią w jednym :) Czasem ciężko zapanować nad milionem zabawek, akcesoriów pielęgnacyjnych, ubranek itd. Ale to stan tymczasowy. Jak Adka trochę podrośnie, przeprowadzimy ją do osobnego pokoiku. Narazie dostała w naszej sypialni swój kącik i staramy się, żeby był dla niej jak najmilszy.



Specjalnie dla Maleńkiej przemalowaliśmy ściany na dwa odcienie różu. Początkowo miałam opory, ale końcowy efekt pozytywnie mnie zaskoczył. Sama nie miałam nigdy różowego pokouju, to teraz nadrabiam :) Wybór łóżeczka był prosty: musiało być białe i tu pomocna okazała się Ikea. Pamiętam, jak dzień po narodzinach Maleńkiej Mąż jechał po nie i w pośpiechu składał, żebym miała niespodziankę po powrocie do domu.  Po chwili okazało się, że brakuje mi wygodnego fotela i ten też szybko stanął obok łóżeczka. Bardzo lubimy w nim zasiadać, a nawet czasem przysypiać :)


Wiklinowy kosz to staroć z odzysku. Przemalowany na biało czeka na materiałowe wypełnienie, ale już świetnie sprawdza się jako schowek na rosnącą w zastraszającym tempie liczbę zabawek. Nie zabrakło też miejsca na kocyk zrobiony dla Małej przez Prababcię, moje hafty i półeczkę z drobiazgami. A na niej wiszą woreczki od Elle - doskonale się wpasowały. Dziękujemy raz jeszcze!



A na koniec Duśka z jej Przyjacielem. Bohun pokochał ją miłością bezgraniczną. Towarzyszy jej wszędzie, asystuje przy karmieniu i przewijaniu i tylko czeka na chwilę naszej nieuwagi, żeby móc ją polizać :) Mała odwdzięcza się mu uśmiechami, piskami i "zagadywaniem". Zaczynamy się obawiać, że jej pierwsze słowo to będzie " Bohun" :)
Przy okazji dziękuję Klaus za zaproszenie do zabawy. Na pewno napiszę o moich naj w następnym poście, bo muszę się dobrze zastanowić :)
Pozdrowienia!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...