Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łazienka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łazienka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 listopada 2014

U nas jak zwykle :)

 To nie była przemyślana decyzja, ale jak najbardziej trafiona.
Salon nie jest skończony, a my z bałaganem w łazience, ale…
farba została,
żal wyrzucić,
po 3 latach ściany nie wyglądają już tak dobrze,
mąż ma chwilę  wolnego,
więc…
 wszystko widać na zdjęciach.


Kolor był szarawy, będzie biały. Sama jestem ciekawa, jaki będzie efekt, ale biel i tak sama się obroni.
Przy okazji pod pędzel pójdzie kaloryfer, który sama załatwiłam. Malowniczo, standardowo na samym widoku odpadł płat farby. Wieszałam czasem w tym miejscu jakieś drobne przepierki i taki jest efekt. Specjalna farba kupiona, pomalujemy i zobaczymy. 


Największą radochę ma Adka, która mogła się wykąpać pod foliowym zadaszeniem. Jednak dzieci widzą świat w zupełnie innych barwach i nawet remont jest okazją do dobrej zabawy.
Pozdrawiam serdeczne!

niedziela, 12 maja 2013

W małej łazience

Nie umiałam zebrać się do przygotowania tego wpisu, ale dostałam kilka pytań odnośnie mojej małej łazienki, więc tym razem szybka prezentacja. Głównym tematem było przechowywanie w małej łazience i moja z pewnością taka jest, bo mieści się w niej jedynie wanna, podwieszana muszla sedesowa i umywalka. Na ścianie dodatkowo jedna szafeczka ( tutaj wpis o niej ) i „niezwykle dekoracyjny piec grzewczy” – wybaczcie jego brak na zdjęciach, hehe.  




Funkcjonując na takiej przestrzeni koronną dla mnie zasadą jest minimalizm. Mam dwie półki – podobno kuchenne :) Na jednej - wiklinowy kosz zrobiony na wymiar, w którym przechowuję suszarkę do włosów i parę innych drobiazgów. 




Na drugiej – podręczny zapas ręczników i pudełko z moimi kosmetykami kolorowymi. W zupełności mi wystarcza, a nawet jest za duże, bo z czasem skompletowałam sobie zestaw ulubionych mazideł i nie mam armii pomadek, cieni itp.




Pokażę też przydatny gadżet, zastępujący mityczne niemal sznury łazienkowe, które pamiętam z łazienki mojej babci, mamy itd. Drobne przepierki czasem się zdarzają i wtedy rozkładam małą suszarkę, która po złożeniu nie zajmuje miejsca i specjalnie nie rzuca się w oczy. Oczywiście, nie jest ona elementem dekoracyjnym i zdecydowanie fajniej ściana wyglądała bez niej, ale u nas się pierze :) Stwierdzenie trąci banałem, ale czasem nachodzi mnie taka refleksja, kiedy oglądam zdjęcia w przeróżnym magazynach czy w sieci: czy w tych mieszkaniach ludzie naprawdę żyją? Rozumiem sprzątanie na potrzeby sesji, ale suszarki wykręcać nie będę :) U nas „bywa”, że w salonie suszy się pranie, w kuchni „dziada i baby brak”, ale – witamy w realnym świecie, hihi.




Resztę – tzn. balsamy, żele, płyny do kąpieli i inne bzdurki schowałam w niezwykle pojemnej skrytce pod wanną. Już podczas przygotowywania zabudowy wanny poprosiłam pana kafelkarza o takie drzwiczki i w ten sposób mam sporo dodatkowej przestrzeni. Bardzo nie lubię eksponowania kosmetyków na wannie  czy półkach, bo te opakowania są  tak pstrokate, że zawsze sprawiają wrażenie wielkiego bałaganu. Pralka zmieściła się w zabudowie kuchennej, więc odpadło wiele dodatkowych problemów i dzięki temu mogę mieć w ogóle wannę.




Ten wpis wyszedł mało dekoracyjny, więc potraktujcie go z przymrużeniem oka, nie analizujcie koloru ścian, bo w tak małym pomieszczeniu bez okna wyszedł totalnie przekłamany. Może komuś się coś spodoba, choć nic odkrywczego tutaj nie ma :) 
Byłabym zapomniała o bzie! Pierwsze gałązki zebrane i radują mój alergiczny nos swoim zapachem, dlatego bukiet stoi w łazience :)

piątek, 13 kwietnia 2012

Półka w łazience i inne łazienkowe drobiazgi


Łazienka coraz bardziej nabiera charakteru. Pojawiły się dwie półki - tym razem pokazuję jedną z nich. Co tam, że producent przeznaczył je do kuchni! Tutaj pasują idealnie.

Na półce pudełko, którego obraz nosiłam w głowie od dawna i w końcu na takie trafiłam.



Jest też dywanik. Taki typowy niewielki "podnóżek w nietypowym kolorze. Tuż po położeniu kafli na podłodze byłam w nie tak zapatrzona, że nie chciałam nic na nie kłaść. Widać już nasyciłam wzrok, bo kiedy tylko zobaczyłam ten dywanik, nie zastanawiałam się.




Na koniec kosmetyk, który urzekł mnie swoim opakowaniem. Nie jestem kosmetyczną maniaczką, ale temu nie mogłam się oprzeć. Taką butelkę z przyjemnością postawiłam na półce.



Dziękuję Wam za wszystkie świąteczne życzenia!



środa, 7 marca 2012

Łazienkowa półka po drobnych przeróbkach


W łazience kolejna rzecz gotowa. Jakiś czas temu kupiłam w Ikei zwykłą, narożną półkę. Nieprzemyślany zakup szybko sie zemścił, bo po jej powieszeniu ten kącik nie wyglądał dobrze. Czegoś brakowało... Z pomocą przyszły resztki listewek kupionych do wykończenia regału.



Półka od razu zyskała lepszy wygląd i w sumie za niewielką kwotę mam całkiem ładny mebelek. Nie chciałam tam wieszać zamykanej półki, zabrałaby wolną przestrzeń.



Pozostając w tematach łazienkowych, prezentuję moją nową kosmetyczkę. Te groszki od razu przyciągnęły mój wzrok, a skoro nie miałam do tej pory porządnej kosmetyczki - nie zastanawiałam się długo.



Pozdrowiernia ślę!



sobota, 14 stycznia 2012

Szafka łazienkowa


W końcu wyklarowała się wizja szafek i półek łazienkowych. Pierwsza już zawisła.



Przeznaczyłam ją na skromną ilość moich kosmetyków pielęgnacyjnych. Używam ich niewiele, mam ulubione marki i produkty, ale po umieszczeniu ich w szafce wyglądało to niezywkle bałaganiarsko. Dlatego przesypałam i przelałam wszystko do butelek aptekarskich, zrobiłam etykiety i wreszcie nie żałuję zakupu przeszklonej szafki.



Na koniec mała zapowiedź rewolucji w sypialni.

Robią się regały na książki!

W końcu pożegnamy się z kartonami : )



Pozdrowienia!



piątek, 30 grudnia 2011

Lampy łazienkowe



W łazience wreszcie mamy lampy z prawdziwego zdarzenia. Zastąpiły dotychczasowe prowizorki, które wyjątkowo długo się u nas zasiedziały. Pierwsza lampa - sufitowa - to prawdziwy, stary okaz. Przekładana z miejsca na miejsce, w końcu się doczekała i teraz cieszy moje oko.




Druga lampa zawisła nad lustrem. Jest wynikiem kompromisu pomiędzy moimi zapędami estetycznymi, a twardym warunkiem Męża, że musi być odporna na ewentualne zachlapanie wodą. Nie było łatwo wybrać lampę z IP44 i jednocześnie odpowiednim dla mnie wyglądem. Ta zachwyciła mnie szklaną, jasnozieloną taflą.



Po zawieszeniu lampy okazało się, że lustro wisi jednak trochę za nisko i trzeba je przewiesić, ale to już w nowym roku.



Do jasnozielonego koloru elementów lustra przypadkiem dobrał się nowy zestaw umywalkowy. Strasznie mi się podoba ten kolor szkła. Chociaż kolor na zdjęciach zupełnie odbiega od rzeczywistego. Sztuczne oświetlenie i brak okna w łazience to zbyt trudne warunki dla mnie i mojego aparatu :)



Właśnie dziś zauważyłam, że przekroczona została liczba stu tysięcy wejść na stronę! Dla mnie to ogromna ilość ( zwłaszcza, że na prawie rok zniknęłam z blogowego świata ). Bardzo cieszę się, że to moje wymarzone miejsce jest przez Was odwiedzane i wielu osobom podoba się to, co tutaj pokazuję. Dziękuję za dowody serdeczności pozostawiane w komentarzach i mailach.

Pozdrawiam serdecznie życząc pomyślności w Nowym Roku!



piątek, 25 listopada 2011

Łazienka po malowaniu


Farba jeszcze dosycha, ale nie mogłam się powstrzymać! Malowanie się ponadprogramowo wydłużyło, bo po pierwszej warstwie beżowej farby na ścianach rozmyśliłam się. Było mdło i nijako. Wycieczka do sklepu po nowy kolor, szybkie malowanie i ufff! Teraz z tym szarym jest o niebo lepiej.


Krany miały być w zamyśle rustykalne... Dobrze, że i tym razem zmieniłam zdanie.



Udało się odsłonić i zaimpregnować kawałek dawnej ściany z cegłami.
Na koniec niezbyt fotogeniczny element łazienki, ale muszę pochwalić dzieło naszego kafelkarza, który zrobił półeczki na podręczne drobiazgi.



Teraz trzeba wybrać jakieś szafeczki. Narazie konkretnej wizji brak. Czekam na impuls.
Pozdrawiam serdecznie!


piątek, 11 listopada 2011

Ulżyło mi !

Po piątym dniu remontu:
  • ulżyło mi, kiedy zobaczyłam efekt, jaki daje niepolerowany gres na obudowie wanny. Gryzłam się niesamowicie, czy będzie to dobrze wyglądało, bo cały czas miałam wizję białej, ceramicznej mozaiki. Ale po tym, jak obejrzałam kilkanaście różnych rodzajów, a żaden nie był tak biały jak kafelki na ścianie - w pięć minut wybrałam z tej złości mozaikę gresową.
  • wyjaśniła się tajemnica tak długiego oczekiwania na wolny termin naszego kafelkarza: jest to człowiek niesamowicie precyzyjny.Wyczynia cuda dopasowując maleńkie elementy gresowych kamyczków. Przycina je na elektrycznej maszynie - chylę czoła za odwagę!


Wyprowadził maleńką półeczkę, w sam raz na świeczkę, jak zażartował.



W rogu tuż obok wanny mógł spokojnie wypełnić przestrzeń fugą, ale wolał dociąć kawałeczek, żeby lepiej wyglądało :)



Tutaj widać, jak docina ukośnie brzegowe kamyczki. Nie uznaje brzegowych listew wykańczających i męczy się, ale efekt jest tego wart. Czekam już, kiedy nałoży fugi.

Coraz bliżej końca w łazience. Ale jeszcze kuchnia czeka :)

Pozdrawiam!


środa, 9 listopada 2011

Łazienkowych historii ciąg dalszy


Bilans po dniu trzecim:
  • pana kafelkarza to ozłocić trzeba - siedzi chłopina w tej klitce i bawi się w sztukowanie załamań ze stoickim spokojem, zmąconym tylko raz słowem nieparlamentarnym ( co mnie nie zdziwiło wcale, bo sama pewnie zareagowałabym ostrzej po wylaniu wiadra z wodą )
  • na dodatek pan zaproponował ułożenie płytek podłogowych w karo, realizując chociaż w części moje marzenie o efekcie, jaki dają płytki oktagonalne - tu znów metraż stanął na przeszkodzie.
  • spuścizna po poprzednim właścicielu mieszkania kolejny raz odbija nam się czkawką - myśleliśmy, że po tym, jak podłączył niewłaściwy piec, pomylił rurki z wodą, powiesił za nisko grzejnik nic nas nie zdziwi - myliliśmy się. Cegieł więcej odkryć się nie da, bo płyty ukrywają szaleńczą plątaninę rurek wszelakich.
  • chyba przestaję zwracać uwagę na ogólny bałagan - powoli zaczynam wierzyć przysłowiu, że przyzwyczajenie to druga natura człowieka.
  • uwielbiam patrzyć na efekt trójwymiarowości, jaki dają płytki ścienne!


A na klatkowym froncie: panowie mają imponujące tempo pracy. A jest jej ogrom - łącznie z wysuszaniem murów. Codziennie wracając z pracy oglądam kolejną odsłonę tej klatkowej historii.


Dziękuję za wszystkie komentarze i słowa otuchy. To niezwykle miłe. Mam nadzieję, że niedługo zakończy się ten szaleńczy maraton: w domu odpoczniemy po remoncie, w pracy skończę kilka ważnych zadań i będę mogła uaktywnić się na Waszych blogach.
Pozdrowienia ślę!


poniedziałek, 7 listopada 2011

Się dzieje !


szybki wpis z frontu robót

dzień pierwszy

bilans na dziś:
  • stan przedzawałowy pana kafelkarza po zobaczeniu naszej łazienki: mały metraż plus zakamarki robią wrażenie!
  • zmiana koncepcji kładzenia kafelek - przy tak małych powierzchniach układanie ich naprzemiennie sprawiało wrażenie jeszcze większego chaosu
  • ściany w przedpokoju "wykropkowane artystycznie" przez maszynę do cięcia na mokro
  • salon przemieniony na magazyn sprzętu wszelakiego
  • zalana kuchnia - Adka kąpała się w kuchennym zlewie

jednym słowem: pandemonium!




A żeby było mało atrakcji - remont klatki w naszej kamienicy trwa w najlepsze.
I chociaż remonty zawsze wywoływały we mnie nerwowość, to cieszę się, bo już widzę, jak przepoczwarza się w pięknego motyla ta nasza okropna klatka. Będzie pięknie!




Na koniec uwiecznione zmagania naszych sympatycznych panów malarzy z językiem polskim:



Tym optymistycznym akcentem żegnam się :)
Trzymajcie kciuki!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...