Okres Świąt i Sylwestra był przerwą w remoncie, dlatego
teraz wracamy do działania. Wszystkie dechy są już na swoich miejscach,
pozostały do zamocowania jeszcze listewki wykończeniowe, a to wcale nie jest
taka szybka robota – te wszystkie detale zajmują sporo czasu. W tym miejscu trochę
się pożalę… Ten, kto mieszkał w remontowanym mieszkaniu wie, jakie to potrafi
być uciążliwe – na szczęście jakoś się do tego powoli przyzwyczajamy, bo ciągle
coś w tym naszym „em” robimy. Niestety, czasem trzeba wykonać podwójną robotę,
bo kuchnię dwa lata temu doprowadziliśmy do pewnego etapu i z taką prowizorką
zostaliśmy do teraz. Pieniądze, niewielka ilość wolnego czasu, mała Adka, różne
życiowe zawirowania i działania w innych pomieszczeniach tak nas opóźniały. Teraz
trzeba było np. wszystkie szafki górne zdjąć, na chwilę powiesić i znów ściągnąć.
Ale nie ma co narzekać, bo w tej rozkopanej kuchni wykombinowaliśmy kolację
wigilijną, przyrządzamy codzienne posiłki i w ten sposób czujemy się trochę jak
na biwaku.
Poniższe zdjęcia to stan kuchni w chwili obecnej. Pozostało
malowanie. Sufit jest już bielusieńki, jednak ( standardowo już! ) waham się
nad kolorem ścian. Przez chwilę miałam nadzieję, że będzie pasował kolor, jakim
pomalowaliśmy przedpokój, ale po próbnych maźnięciach wałkiem było wiadomo, że
to nie to.
I to narazie tyle na temat kuchni. Mam nadzieję, że już niedługo
będę mogła wrócić z moimi szpargałami do kuchennych szafek, zamiast przegrzebywania kolejnych kartonów w poszukiwaniu np. sitka :)
Musze się jeszcze pochwalić obrusem, jaki uszyła dla mnie
Alizee. Narazie tylko migawki, bo otoczenie stołu było dziś wyjątkowo
niefotogeniczne, ale nawet wyrywki dowodzą kunsztu tej dziewczyny.
Obrus jest z
lnu w kolorze ecru, wykończony delikatnymi falbankami, a na dodatek w każdym
rogu pyszni się haftowany monogram. Bardzo mnie cieszy, zwłaszcza że droga do
jego posiadania była długa i wyboista: Renatko - dzięki za cierpliwość :)
Nie mogę, po prostu nie mogę, nie wspomnieć o totalnej, dla mnie, anomalii. Będąc na
supermarketowych zakupach natknęłam się na te przecenione hiacynty. To wg mnie
typowo wiosenne kwiaty i kiedy sfotografowałam je na tle choinki, uświadomiłam
sobie, jaki komlpetny misz-masz ( to takie ładne słowo zamiast "chaos" )
mamy w domu. I to nie jest żadna nowość :)
Na dodatek od rana sypie gruby, puszysty śnieg, więc jest
nadzieja na sanki w tym tygodniu.
Gorąco pozdrawiam i dziękuję za tak wiele życzeń świątecznych
i noworocznych!

śliczne hiacynty i widzę sporo pracy w kuchni! powodzenia!:))) pozdrawiam ciepło
OdpowiedzUsuńMam nadzieję że ten śnieg nie przyjdzie do mnie. Ze tylko wiosną będzie pachnieć już niedługo:) A z kuchnią życzę powodzenia:)
OdpowiedzUsuńojjj nie mogę się doczekać zdjęć kuchni!!!! :)
OdpowiedzUsuńktóry kolor wybraliście? mi się po prawej bardziej podoba :) chociaż wszystko zależy od całej reszty
Oj, ja Ci rozumiem, półtora roku temu wprowadziliśmy się do domu, w którym wytynkowane były tylko pokoje dziewczyn, zrobiona była w 80%łazienka, bo założyliśmy, ze musimy mieć dobre warunki do higieny, taaaa.... ale do dziś nie ma centralnego ogrzewania, więc zimą mamy w niej ciekawą temperaturę, prysznic jest wyzwaniem :)))), w kuchni mój mąż w tym roku w październiku zrobił wylewki i położył karton gipsy, ja kładę teraz tynk, marzę, żeby w tym roku zrobić jeszcze sypialnię i wyprowadzić się z pokoju małej..., wigilię zrobiłam na dwóch palnikach gazowych... , wiem co przeżywasz i w pełni Cię rozumiem, aaa podziwiam też Twoje płytki w kuchni, są piękne.
OdpowiedzUsuńŻyczę wszystkiego najlepszego w Nowym Roku i pozdrawiam cieplutko.
Powodzenia z kuchnią!
OdpowiedzUsuńCiekawa jestem ostatecznego wyglądu kuchni :-)
OdpowiedzUsuńPowodzenia!
U nas tez od rana optymistycznie pada śnieg...
Tak, tak, hiacynty, narcyze już w okresie świątecznym można kupić:) Ale dla mnie to też wciąż kwiaty wiosenne.
OdpowiedzUsuńDoskonale rozumiem co to znaczy remont, w którym trzeba żyć, mieszkać i funkcjonować, i to z 2 dzieci. W tym roku znowu mnie to czeka!
Pozdrawiam
Kwiatki piękne :) I ten zamalowany fresk wygląda uroczo :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie!
______________________
www.WnetrzaZewnetrza.pl
powodzenia :) obrusik śliczny :)
OdpowiedzUsuńRemont... Fajna sprawa, kiedy jest już ukończona. My od października nie mamy światła w pokojach, w sobotę mamy kolędę. Przyjmę księdza, a co! Ze sprzętem agd, z kartonami i brakiem światła w pokojach. Niech pozna młode małżeństwo na dorobku :p
OdpowiedzUsuńA co do kwiatów. Moje tulipany, które miały zakwitnąć na wiosnę, za kilka dni pokażą mi swoje oblicze :/
Obrus w wyrywkach śliczny,co dopiero w całosci,a końcowego efektu z remontem juz nie moge sie doczekać,pozdrawiam;))
OdpowiedzUsuńuwielbiam remonty, te całe organizowanie, dłubanie, wiercenie ;)
OdpowiedzUsuńNo i ten efekt końcowy. nie umiem doczekać się twojego efektu końcowego.
OBSERWUJĘ i zapraszam do mnie
Mam przyjemność nagrodzić Twój blog wyróżnieniem:)
OdpowiedzUsuńzapraszam!
http://mojewnetrza.blogspot.com/2013/01/motrenko-award.html