



Pamiętam moje zauroczenie tymi domkami, odkąd tylko je zobaczyłam... Od razu zaczęłam prosić Męża, żeby mi takie coś skonstruował. Pracą się podzieliliśmy: On pociął i połączył deseczki, ja je pomalowałam i wytapetowałam ściany :) Trwało to dość długo, ale w końcu się doczekałam. Mam mój własny domek na drobiazgi!
Kolejne małe marzenie odhaczone. Cieszą bardzo takie postępy.
Tymczasem wracam do domowo - pracowych obowiązków... Strasznie ich dużo ostatnimi czasy.
Pozdrawiam serdecznie!
Pojawił się nowy mebel w naszym mieszkaniu. Jego właścicielką jest Adka, która czasami z niego korzysta. Piszę czasami, bo Adka vel. Hrabina postanowiła chyba pobić rekord w ruchliwości i nie potrafi nigdzie zagrzać miejsca :)
Wertując oferty różnych producentów krzesełek zostaliśmy zarzuceni masą plastikowych "koszmarków". No nie podobały mi się ... Szybko okazało się, że nawet z tym zakupem nie jest łatwo. Bo albo plastik, albo wysoka cena. Wybrane krzesełko to kompromis między zapędami estetycznymi a zdrowym rozsądkiem. Miało chociaż trochę pasować do mebli. A dodatkowo w przyszłości można je przerobić na stoliczek +krzesełko.

Wspaniale jest usiąść do stołu w trójkę! A w zasadzie w czwórkę, bo okolice stołu to ulubione miejsce Bohuna. Nawet podczas robienia zdjęć nie zamierzał się stamtąd przenosić.
W ostatnim poście życzyłam udanego tygodnia. Ani się obejrzałam, a już zostało po nim tylko wspomnienie. Po narodzinach Adki czas zaczął pędzić jak oszalały, ale po powrocie do pracy dni mijają z prędkością światła.
Niech ten nadchodzący tydzień będzie spokojny.
Pozdrawiam!
Wpadły mi do ręki zupełnie przypadkowo dwa drobiazgi i to jak urocze. Pierwszy to wisior z klateczką kupiony z magazynem dla nastolatek. Nie żebym od razu takowe czytała :) Ale podczas przeglądania działu z prasą dla rodziców natknęłam się na to pismo i kupiłam ze względu na zawieszkę. I to od razu dwa egzemplarze. Jeden zamierzam nosić, a drugi będzie ozdobnikiem. Narazie na butelce, ale miejsce docelowe w planach już jest.
A ten klucz to dodatek do kupionej ostatnio bluzki. Dyndał przy metce i przekonał mnie do zakupu :) Nie wiem, czy to celowy chwyt marketingowy, ale skuteczny.
Lubię takie przypadkowe zakupy!
Udanego tygodnia!
Mój kredens - wymarzony, ogromny, solidny i bardzo zniszczony. Wytargaliśmy go z działkowego domku w stanie dość marnym. Pierwotnie w brązowym kolorze, ale szybko zmienił kolor na przecierany biały. Żal było malować te fornirowane drzwiczki, więc zostały takie.
Niedawno uszyłam zasłonki za szybki, by uchronić przed spojrzeniami chaos, który za nimi zapanował, odkąd zaczęliśmy tam odkładać przedmioty niebezpieczne dla Adki ( lub zagrożone jej niszczycielskimi zapędami :) ) Mam jeszcze wobec niego pewne plany, więc to nie jest jego ostateczny wygląd. Ostatnio właśnie polubiłam takie stopniowe zmiany. Nic na siłę, daję sobie i planom czas. Wtedy mniej jest błędów, a więcej satysfakcji.
Dziękuję za tyle pochwał na temat zaproszeń. Zgadzam się, że jedyneczka dopełniłaby dzieło, ale ja jej jakoś nie umiałam tam wpasować. Jeszcze wiele się w tej dziedzinie muszę nauczyć.
Podrawiam goroąco!



Soboty zawsze były nasze. Spędzane najpierw we dwójkę, a teraz w trójkę powolne poranki stały się rodzinną tradycją. Dzisiaj, wyjątkowo, Mąż musiał pójść do pracy. Ale czas na wspólną kawę i rozmowę na pewno się znajdzie. Wszystko już przygotowane czeka na popołudniowy deser.
Salon utrzymany w "dawnych" klimatach za sprawą przedwojennych mebli, które dostaliśmy w prezencie. Ten bordowy kolor na ścianach to "wymóg" czwartego członka rodziny - Bohuna, który upodobał sobie ten kącik na drzemki. Ciągle ocierał się o ściany i niemiłosiernie je brudził. Teraz łatwiej utrzymać czystość, ale w planach jest położenie w tym miejscu pasiastej tapety. Poza tym, to miejsce czeka jeszcze wiele zmian, ale dopiero jak uporamy się z kuchnią.
Przesyłam pozdrowienia!