czwartek, 19 grudnia 2013

Zamiast tradycyjnej kartki z życzeniami.

Wpadam tutaj błyskawicznie i już znikam. 
Na ostatnią chwilę zrobiłam zdjęcia, tego co już jutro trafi do bliskich memu sercu osób w pracy. 


Moja maszynka przez ostatnie dni rozgrzewała się do czerwoności, ale zdążyłam wyprodukować prawie trzydzieści papierowych skarpetek.



Nie mogłam przejść obojętnie obok tej niezwykłej roślinki. Jeszcze nie ma doniczki, więc musi wystarczyć prowizorka z papieru ozdobnego.


 Ten skarpetkowy wykrojnik od razu wpadł mi w oko. A jak ładnie został zapakowany!


Mam tyle do pokazania, że chyba kolejny wpis powinien znaleźć się tutaj jutro :) Zobaczymy!
Pozdrowienia!

sobota, 14 grudnia 2013

Na tle tej ściany wszystko wygląda dobrze!

Ogólny bałagan posprzątany, meble poprzesuwane w nowe miejsca, tylko... kozy brak. Grudzień nie jest miesiącem sprzyjającym remontom, ale zapracowany ostatnio Mąż obiecał, że jeszcze tej zimy poczuję jej ciepło. Trzymam go za słowo :)


 Właśnie dzisiaj przywieźliśmy nasze drzewko, jednak na razie czeka grzecznie w chłodnym miejscu na wniesienie na salony. W jej zastępstwie rachityczne „coś”, co przyniosłam do domu i sama nie wierzyłam, że może dobrze wyglądać.


 Jednak srebrne dzwoneczki i gwiezdne lampki załatwiły sprawę i od kilku dni mamy przedwczesną, ale śliczną zastępczą choinkę.



Skarpety kupiłam wiele lat temu i ostatnio spoglądałam na nie niezbyt przychylnym okiem, ale Adka nie odpuściła i musiały zawisnąć na belce :) Na szczęście ta ceglana ściana jest tłem idealnym. Nie wiem, jak to się dzieje, ale wszystko na jej tle wygląda o wiele lepiej.


U mnie wszystko przebiega z opóźnieniem, więc nawet biedronkowe zakupy mają swoją premierę o wiele za późno. W mojej okolicy te tekstylia nie cieszyły się zainteresowaniem, więc po długim namyśle zdecydowałam się na kocyk i kupiłam go jeszcze kilka dni temu.


Zeszłoroczny kosz czeka już na swoją choinkową zawartość i szczerze mówiąc sama bym już to nasze drzewko do domu wstawiła, jednak nie chcę mu zaszkodzić przegrzaniem. Jeszcze musimy z Adką postarać się o tydzień cierpliwości.



Kolejne szufladki kalendarza adwentowego są opróżniane, dni do Świąt zostało coraz mniej, a ja coraz bardziej się na nie cieszę!


Pozdrowienia!

wtorek, 10 grudnia 2013

Cukrowe laseczki.

 Nie szukam w tym roku dekoracji świątecznych, więc one same wpadają mi w ręce. O cukrowych laseczkach ( jakkolwiek dwuznacznie to nie zabrzmi, hehe ) marzyłam od dawna. Jak tylko sięgam pamięcią, pojawiały się w każdej amerykańskiej produkcji świątecznej. Jednak jakoś u nas ich nigdy nie spotkałam.



Wpadłam ostatnio jak po ogień do Super-Pharm’u, lecę do kasy, tam kolejka! Ja, oczywiście, z jedną rzeczą. Nagle pojawiła się wolna kasa, więc pędzę szarpiąc się z portfelem w torebce i kładąc pieniądze na ladę widzę... te laseczki. Stały tuż przy kasie fiskalnej! Nie dociekam, skąd się te słodkości wzięły w drogerii, ale mam je i już samo patrzenie na nie sprawia mi ogromną frajdę. Zjadać ich nie zamierzam, bo nawet ja nie przerobiłabym takiej dawki cukru. 


Jeśli komuś też takie świąteczne słodkości się marzyły, polecam wstąpienie do Super-Pharm. Kosztują 2,99 i są naprawdę spore.
Kolejna zachcianka odhaczona :)
Pozdrawiam!

sobota, 7 grudnia 2013

Pierwsze zwiastuny Świąt.


 Oj, będzie w tym roku ciężko z dekoracjami... Szukam magicznego sposobu, by wydłużyć dobę, albo chociaż zmniejszyć potrzebę snu. Mimo że zbliżam się do napolleonowskiej normy, nie pozostaje mi zbyt wiele czasu na takie zbytki, jak przygotowanie domu na Święta. Dlatego na pierwszy ogień poszedł okap, o którym zapomniałam w zeszłym roku.
 

Dekoracja powstawała stopniowo. Najpierw kupiłam gałązki z zupełnie innym przeznaczeniem. Dziś poszłam po bombki, by je nimi ozdobić, a kupiłam jelonka. Już w sklepie olśniło mnie, że w domu czeka malutki zwierz z poprzedniego roku, więc przyniosłam mu tatę do kompletu. Tylko mamy nadal brak, bo w sklepie złapałam ostatnią sztukę :)


  A delikatny łańcuszek z koralikami i gwiazdkami to zakup zeszłoroczny.


Uśmiecham się sama do siebie, patrząc na tę jelonkową parkę. I wiecie co: wcale nie narzekam na przedświąteczną gonitwę. Lubię, kiedy dużo się dzieje, a w tym roku ta karuzela wiruje wyjątkowo szybko! 
 

Mało mnie w blogowym świecie, ale każda mama staje przed wyborem, który jest oczywisty. Ja wolę wspólne czytanie książeczek od aranżowania fotek :) Moje są na „chybcika”, byle szybciej, ale jeśli ktoś z Was jest ciekawy moich przygotowań do Świąt, zapraszam do zaglądania. Postaram się tu co jakiś czas coś wrzucić.
Pozdrawiam !

niedziela, 1 grudnia 2013

Przedświąteczne odliczanie.

Nadszedł grudzień, a my dalej w rozsypce. Na szczęście ściana z grubsza skończona, teraz pozostaje czekać na kolejną wizytę kominiarzy. W pracy przedświąteczna machina ruszyła pełną parą, więc i czasu malutko na przyjemności. Jednak świecznika adwentowego i kalendarzy zabraknąć nie mogło. 


 Razem z Adką przygotowałyśmy świecznik z tego, co znalazłyśmy w domu: krzywe świeczki, szklaneczki po świecach zapachowych, szyszki oraz orzechy-giganty. Wstążeczek ledwo starczyło, zrezygnowałyśmy z numerków, za to zrobiłyśmy reniferki z masy plastycznej Marthy Stewart. Wycięłyśmy je foremkami do lukru - było przy tym mnóstwo zabawy, bo z masą pracuje się bezproblemowo.


 W minioną niedzielę zawitaliśmy na cieszyńskim jarmarku, skąd przywiozłam kilka drobnych zakupów oraz … zapalenie krtani. Niestety, pogoda nie dopisała, więc spacer ograniczyliśmy do minimum, jednak udało mi się spotkać Agnieszkę – Biankę, którą serdecznie pozdrawiamy. To właśnie torba od Agi wisi w mojej kuchni, czekając na wyprawę po przedświąteczne zakupy. Mam jeszcze haftowane serduszko, ale ono pokaże się później, bo jest w zdecydowanie świątecznych klimatach.


 Na innym stoisku nie oparłam się łańcuszkowi z piernikowym domkiem z modeliny. Od dawna podziwiam te cuda i w końcu ma swój.


Powoli pojawiają się u nas przedświąteczne akcenty. Jednym z pierwszych jest cyprysik, który przyniósł Mąż zamiast kwiatów oraz …


śliczna zawieszka kupiona w sklepiku założonym przez koleżankę.


Mąż z Adką wypatrzyli też formy do przygotowania biszkoptowego świątecznego miasteczka. Jestem bardzo ciekawa, co z tego wyjdzie.


Z salonu w końcu zniknęła foliowa kurtyna, natomiast pył z cegieł będzie mnie jeszcze długo prześladował. Sufit w tym miejscu prezentował się tak:


Odbyło się już szybkie malowanie i jest trochę lepiej :)

Pozdrawiam grudniowo!

sobota, 16 listopada 2013

Relacja z frontu robót

Tym razem wpis będzie typowo roboczy. Oto sprawozdanie ze zmian, jakie miały miejsce w ostatnim tygodniu. Nie mamy zbyt wiele czasu i nie możemy poświęcić się w 100% tej ścianie, ale troszkę się prace posunęły do przodu. Najpierw odsłoniliśmy taki kawałek ściany:


Pokazały się otwory do przewodów kominowych, jednak zaczęliśmy rozpracowywać przyszłe ustawienie mebli i zapadła decyzja o powiększeniu ściany z cegieł.


W ten sposób ukazała się w pełnej krasie pionowa belka i teraz ten fragment wygląda o wiele lepiej.


Z drugiej strony też powiększyliśmy rozbiórkę i tak, jak podejrzewaliśmy, pojawił się jeszcze jeden otwór kominowy. Wykorzystamy właśnie ten najbardziej skrajny, z lewej strony.Cegły są wstępnie oczyszczone, ale jeszcze sporo pracy zostało. Pył przy ich czyszczeniu to jakiś czerwony koszmar! Wokół ściany rozwiesiliśmy kurtynę z folii i troszkę to pomaga w opanowaniu tego chaosu, ale sprzątania będzie na następny miesiąc :)


Dostaję też od Was wiele maili z pytaniem o blat dębowy i jego renowację, więc na szybko przygotowałam kilka fotek. Wasze pytania skłoniły mnie do przyjrzenia się ofercie blatów z Ikei i okazało się, że ten mój nie jest już dostępny w sprzedaży. Mój blat jest z litego drewna dębowego, a teraz w sprzedaży są blaty tylko z wierzchnią warstwą drewna. Nie wypowiem się na ich temat, bo nie wiem, czy sprawują się tak samo, jak mój. 


Ostatnio blat przeszedł szlifowanie i olejowanie. Pojawiła się na nim m.in. taka plama po mokrym słoiku zostawionym na noc. Wystarczyło blat przeszlifować i po kłopocie i- to dla mnie jego główna zaleta.


Do olejowania używamy środka z Ikei. U nas się sprawdza, ale nie mam porówniania, czy są lepsze, bo innego nie używałam.


Pracę bardzo usprawniło nam to urządzenie, które wykorzystujemy na wiele sposobów. Kupiliśmy je używane za grosze na Allegro i dotąd nie zawodzi, a oszczędza czas i siły :)


Można podłączyć je do odkurzacza, by zmniejszyć ilość pyłu. Ma też możliwość instalowania różnych końcówek i teraz czyścimy nim cegły. 
Tak wygląda blat po szlifowaniu – sporo na nim pyłu. Następnie olejujemy go i tyle. Mamy spokój na kolejne pół roku. 


Dziękuję Wam za wizyty i komentarze. 
Znikam walczyć ze ścianą i pyłem!
Pozdrawiam gorąco!


sobota, 9 listopada 2013

Malowanie drzwi zakończone!

Doczekałam się! 
Drzwi przemalowane, wszystkie na swoich miejscach. W końcu przedpokój wygląda tak, jak sobie zamarzyłam. Problemu nie byłoby, gdybym sama te drzwi kupowała, bo wybrałabym białe, ale takie w tym mieszkaniu zastaliśmy. Były nowiutkie, nikt ich nie używał i szkoda było je wyrzucać tylko dlatego, że kolor był… okropny. Nie mieliśmy na łóżko, zlew, wannę itp. więc nie wybrzydzaliśmy z kolorem i cieszyliśmy się, że drzwi w ogóle są :) 



Głównymi bohaterkami dzisiejszego wpisu są drzwi, jednak przedpokój siłą rzeczy też się załapał. Bardzo trudne w zagospodarowaniu to pomieszczenie, bo jest długą i wąską klitką. Nie ma tu miejsca na typową szafę, więc jest witryna.


 Dechy na ścianie mają już ponad rok i bardzo jestem z nich zadowolona, bo są o niebo łatwiejsze w utrzymaniu niż pomalowana ściana.


Rzut oka na drugą stronę:


Na wieszaku moje dwie ulubione torebki i chusta, która tak mi się spodobała, że nie schodzi z mojej szyi. Różowy cadillac to jest to!


Przedpokój jest niewielki, ale upchnięto na nim czworo drzwi. Te poniżej prowadzą do łazienki. Jedynie drzwi wejściowe nie pasują tu kolorystycznie, ale to cięższy kaliber, bo nie są z drewna. Nie wiem, czy kiedyś zdecydujemy się na malowanie…


Jedną z największych zalet tej metamorfozy drzwi jest to, że w końcu widać klamki. Są mosiężne i pięknie się starzeją. Naturalnie się przecierają i to dodaje im uroku.


Tak wyglądały drzwi przed malowaniem. Już nawet tego koloru nie skomentuję :)


Na koniec pokażę, jak spędzamy sobotnie popołudnie: 


Mąż zrobił mi niespodziankę i zaczął wcielać w życie marzenie o ceglanej ścianie i „kozie” w salonie. Wszystko zaplanował w tajemnicy i wydało się dopiero, gdy po powrocie do domu natknęłam się na kominiarzy szukających u nas wolnych kominów :) Także koszmar przedświąteczny w pełni: znów mamy remont :)


Właśnie dziś, kiedy ja robiłam zdjęcia pomalowanych drzwi, za nimi trwał pogrom. Ściana kurzu spowiła salon i na nic zdały się folie na meblach. Kurz był   WSZĘDZIE! Dopiero skończyłam sprzątanie, także ta relacja jest „na gorąco”. Jednak już pokazały się cegły! W wyobraźni widzę tegoroczną choinkę na ich tle :)

Pozdrawiam serdecznie! 
Dziękuję także za tyyyyyle komentarzy i maili dotyczących kuchni. 
Tak rekordowa ilość mnie zszokowała! 
Dzięki, dzięki, dzięki!!!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...