środa, 24 czerwca 2009

Drobiazgowo




Ostatnio wpadło mi w ręce kilka drobiazgów. Kupiłam je z myślą o kuchni, która ciągle w fazie ciężkich robót. Teraz czekam na pralkę do zabudowy, nawet nie wiedziałam, że takie zakupy sprawiają tyle radości :) Ale pralką będę się cieszyła jak już przyjedzie, narazie lepszy wróbel w garści, a w zasadzie konik :) Konika ceramicznego kupić musiałam, wybraliśmy się tylko do kina, ale jak już go zobaczyłam, to stwierdziłam, że taki mały drobiazg nie zaszkodzi :) Wszystkie z tych rzeczy kupowane były w różnych miejscach, ale poduszeczka na igły i anioł bardzo do siebie pasują. Snuję plany, że kiedyś spróbuję sama uszyć coś podobnego :) Narazie cieszę się tymi drobiazgami. 

wtorek, 23 czerwca 2009

Materiałowe wieszaki



Jeszcze porzadnej szafy na ubrania nie mam, ale wieszaki już kupiłam :) Zupełnym przypadkiem trafiłam na nie w hurtowni z kwiatami i byłam zaskoczona ich ceną, więc nie mogłam nie skorzystać z okazji. Kupiłam sześć sztuk, płacąc za wszystkie 12 zł. Są ładnie wykończone, a co naważniejsze praktyczne. W końcu moje bluzki i męża koszule nie będą miały odgniecionych wieszaków na sobie!

niedziela, 21 czerwca 2009

Różany wianek



Nigdy nie potrafiłam wyrzucać kwiatów, które dostawałam od ówczesnego narzeczonego, więc wszystkie suszyłam. Stały w wielkim wazonie, ale z czasem coraz mniej mi się podobały. A teraz, kiedy mam możliwość postawienia w domu świeżych kwiatów, postanowiłam coś zrobić z tymi suszonymi. Oczywiście nie potrafiłam ich wyrzucić, więc wymyśliłam, że zrobię z nich wianek. I oto co z tego pomysłu wyszło. Wianek ma zawieszkę i docelowo zawiśnie w kuchni, ale narazie mąż znów tam coś remontuje.
A w tle serweta, którą niedawno dostałam. Jest to piękna, duża, ręcznie robiona serweta z Koniakowa w kolorze ecru. Ofiarodawca chyba czytał mi w myślach, bo od jakiegoś czasu myślałam o czymś takim na stół i proszę!

środa, 17 czerwca 2009

Ptaszki




Te urocze ptaszki przyfrunęły do mnie w dniu ślubu. Ja i mąż otrzymaliśmy po jednym od dwóch koleżanek z pracy. Piękny i bardzo miły gest, bo taki tylko od nich. I z zaleceniem, żebyśmy gruchali ze sobą jak te gołąbki :) Bardzo mi się podobają, dlatego ciągle  zmieniam im miejsce, w zależności od dekoracji. Ale w końcu muszę im znaleźć jakiś spokojny kąt, żeby gniazdko wreszcie mogły uwić :)

poniedziałek, 15 czerwca 2009

Delikatnie



Kolejny nagły zakup. Pod wpływem chwili. Nie mogłam oprzeć się tej konewce!
A na dodatek znalazłam ją w hurtowni, w której nigdy takich przedmiotów bym się nie spodziewała. Cena niewielka, więc długo się nie zastanawiałam.
A jak takie zakupy cieszą oczy! Teraz za każdym razem, kiedy przechodzę obok tej konewki, patrzę na nią i od razu spokój pojawia się dookoła...
Do parady kwiaty z ogrodu teściowej - śliczne, delikatne goździki.

piątek, 12 czerwca 2009

"A kiedy będziesz żoną moją ..."









No właśnie... Nadal nie przyzwyczaiłam się do słowa "żona" wypowiadanego przez mojego męża, nadal podpisuję się z przyzwyczajenia panieńskim nazwiskiem, ale życie po ślubie nabrało jeszcze piękniejszych barw.
Fotografowanie mojej sukni ślubnej sprawiło mi ogromną przyjemność. Chodzenie na przymiarki trochę mniej, ale efekt był tego wart. Już dawno temu wymyśliłam projekt sukni, ale właścicielka salonu radziła zmierzyć różne fasony. Niestety, żaden nie był dla mnie tym właściwym i uszyto mi suknię wymyśloną przeze mnie :) Moja suknia była pozbawiona koronek, falbanek i wszelkich ozdób, bo źle się w takich modelach czułam. A zmierzyłam ich naprawdę dużo. Stanęło na tym, że zdobił ją jedynie haft wokół dekoltu i fioletowa szarfa tworząca z tylu dwie wstęgi. Kolor szarfy nieprzypadkowy - dobrany do koloru butów. To dość nietypowy wybór, ale nie potrafiłam się przekonać do białego obuwia. Dłuuuuugo ich szukałam, ale na szczęście trafiłam na takie, które były realizacją moich marzeń. Na dodatek były bardzo wygodne, więc nie żałowałam wyboru. Do sukni było też białe, satynowe bolerko. Mimo że suknia była skromna, czułam się w niej wspaniale, wyjątkowo, a naważniejesze, że mój mąż był zachwycony końcowym efektem, bo zgodnie z tradycją nie widział jej przed ślubem :) A przy okazji przesądów: rano, w dniu ślubu padał deszcz, po południu świeciło słońce - to podobno dobry znak. A na dodatek dwa razy obcy ludzie, przechodnie złożyli nam życzenia :) Nie jestem przesądna, ale takie życzenia są bardzo przyjemne.

poniedziałek, 8 czerwca 2009

Na słodko z odrobiną goryczki





Ten post nie miał być w weselnym temacie. Chciałam po prostu pokazać prezent urodzinowy, który wczoraj dostał mój mąż. Ale pomyślałam, że trzeba dodać coś, co będzie cieszyło w tym poście oczy moje i wszystkich tu zaglądających, dlatego zamieściłam też zdjęcie naszego tortu weselnego. Był pyszny, delikatny z odrobiną alkoholu. A marcepan ... Mniam!
Ale wracając do właściwego tematu: przedstawiam te oto "koszmarki", jak pieszczotliwie nazwaliśmy z mężem koszyczek i gazetnik. I w związku z tym proszę Was o radę: co z nimi zrobić? Wyrzucić, oddać dalej nie bardzo możemy, bo będzie im przykro. Pies też nie chciał nawet tego pogryźć :) W ostatku rozpaczy wpadłam na pomysł, żeby je pobielić. Tylko co zrobić z tymi słomkowymi przeplatankami? Sama nie wiem, dlatego wszelkie sugestie mile widziane. Ratujcie :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...