niedziela, 20 listopada 2011

Kafle w kawowym kąciku


Po kafelkowaniu kuchni zostało kilka ozdobnych kafli. Wykorzystaliśmy je w kąciku z ekspresem do kawy, bo ściana w jego pobliżu także narażona jest na zabrudzenia. Przypadkiem natknęliśmy się na tablicę z jakże prawdziwym dla nas hasłem, więc i ona znalazła tu swoje miejsce.


Powoli kończymy malowanie łazienki, później przyjdzie kolej na kuchnię. Zdjęć nie mam czasu zrobić, te z ekspresem zrobione w przelocie, bo żeby się nie nudzić, zabraliśmy się za kolejną rewolucję. Oto mała odsłona. Tak to już u nas jest, że najpierw długo, długo nic, aż nagle następuje trzęsienie ziemi.



Pozdrawiam!


wtorek, 15 listopada 2011

A w kuchni...



Kuchnia prawie skończona. Wystarczył jeden dzień i wszystkie kafle na ścianach!
Jutro tylko fugowanie i koniec! Sama w to nie wierzę, bo mam wrażenie, że nasz pan kafelkarz jest stałym członkiem naszej rodziny. Od ponad tygodnia spędzał u nas po 11-12 godzin dziennie, więc się zdążyliśmy zżyć.
Jestem szczęśliwa, ale i potwornie tym zamieszaniem zmęczona, dlatego powiem tylko, że urok płytek kuchennych doceniłam dopiero na ścianach. Kiedy po pracy weszłam do kuchni, stałam jak zaczarowana i się na nie gapiłam. Cieszę się, że się na ten zakup odważyłam, bo do końca miałam spore wątpliwości.
Jak w końcu wszystko posprzątam, pokażę większą relację z akcji kafelkowej.

Pozdrawiam i dziękuję za wszystkie dopingujące słowa!

piątek, 11 listopada 2011

Ulżyło mi !

Po piątym dniu remontu:
  • ulżyło mi, kiedy zobaczyłam efekt, jaki daje niepolerowany gres na obudowie wanny. Gryzłam się niesamowicie, czy będzie to dobrze wyglądało, bo cały czas miałam wizję białej, ceramicznej mozaiki. Ale po tym, jak obejrzałam kilkanaście różnych rodzajów, a żaden nie był tak biały jak kafelki na ścianie - w pięć minut wybrałam z tej złości mozaikę gresową.
  • wyjaśniła się tajemnica tak długiego oczekiwania na wolny termin naszego kafelkarza: jest to człowiek niesamowicie precyzyjny.Wyczynia cuda dopasowując maleńkie elementy gresowych kamyczków. Przycina je na elektrycznej maszynie - chylę czoła za odwagę!


Wyprowadził maleńką półeczkę, w sam raz na świeczkę, jak zażartował.



W rogu tuż obok wanny mógł spokojnie wypełnić przestrzeń fugą, ale wolał dociąć kawałeczek, żeby lepiej wyglądało :)



Tutaj widać, jak docina ukośnie brzegowe kamyczki. Nie uznaje brzegowych listew wykańczających i męczy się, ale efekt jest tego wart. Czekam już, kiedy nałoży fugi.

Coraz bliżej końca w łazience. Ale jeszcze kuchnia czeka :)

Pozdrawiam!


środa, 9 listopada 2011

Łazienkowych historii ciąg dalszy


Bilans po dniu trzecim:
  • pana kafelkarza to ozłocić trzeba - siedzi chłopina w tej klitce i bawi się w sztukowanie załamań ze stoickim spokojem, zmąconym tylko raz słowem nieparlamentarnym ( co mnie nie zdziwiło wcale, bo sama pewnie zareagowałabym ostrzej po wylaniu wiadra z wodą )
  • na dodatek pan zaproponował ułożenie płytek podłogowych w karo, realizując chociaż w części moje marzenie o efekcie, jaki dają płytki oktagonalne - tu znów metraż stanął na przeszkodzie.
  • spuścizna po poprzednim właścicielu mieszkania kolejny raz odbija nam się czkawką - myśleliśmy, że po tym, jak podłączył niewłaściwy piec, pomylił rurki z wodą, powiesił za nisko grzejnik nic nas nie zdziwi - myliliśmy się. Cegieł więcej odkryć się nie da, bo płyty ukrywają szaleńczą plątaninę rurek wszelakich.
  • chyba przestaję zwracać uwagę na ogólny bałagan - powoli zaczynam wierzyć przysłowiu, że przyzwyczajenie to druga natura człowieka.
  • uwielbiam patrzyć na efekt trójwymiarowości, jaki dają płytki ścienne!


A na klatkowym froncie: panowie mają imponujące tempo pracy. A jest jej ogrom - łącznie z wysuszaniem murów. Codziennie wracając z pracy oglądam kolejną odsłonę tej klatkowej historii.


Dziękuję za wszystkie komentarze i słowa otuchy. To niezwykle miłe. Mam nadzieję, że niedługo zakończy się ten szaleńczy maraton: w domu odpoczniemy po remoncie, w pracy skończę kilka ważnych zadań i będę mogła uaktywnić się na Waszych blogach.
Pozdrowienia ślę!


poniedziałek, 7 listopada 2011

Się dzieje !


szybki wpis z frontu robót

dzień pierwszy

bilans na dziś:
  • stan przedzawałowy pana kafelkarza po zobaczeniu naszej łazienki: mały metraż plus zakamarki robią wrażenie!
  • zmiana koncepcji kładzenia kafelek - przy tak małych powierzchniach układanie ich naprzemiennie sprawiało wrażenie jeszcze większego chaosu
  • ściany w przedpokoju "wykropkowane artystycznie" przez maszynę do cięcia na mokro
  • salon przemieniony na magazyn sprzętu wszelakiego
  • zalana kuchnia - Adka kąpała się w kuchennym zlewie

jednym słowem: pandemonium!




A żeby było mało atrakcji - remont klatki w naszej kamienicy trwa w najlepsze.
I chociaż remonty zawsze wywoływały we mnie nerwowość, to cieszę się, bo już widzę, jak przepoczwarza się w pięknego motyla ta nasza okropna klatka. Będzie pięknie!




Na koniec uwiecznione zmagania naszych sympatycznych panów malarzy z językiem polskim:



Tym optymistycznym akcentem żegnam się :)
Trzymajcie kciuki!


sobota, 22 października 2011

Prawie plagiat, czyli wiszące doniczki.


Prawie miesiąc od ostatniego wpisu... Daje do myślenia, ale powodów jest tak wiele, że nawet nie próbuję ich przywoływać. Nie chcę, nie warto, trzeba jak najszybciej zapomnieć.
Pokażę po tak długiej przerwie drobiazgi jedynie, na większe przedsięwzięcia jeszcze musimy trochę poczekać.

W najnowszym katalogu Ikei zobaczyłam aranżację okna z wiszącymi doniczkami. Doniczki kupione, powieszone, a ja czuję się jak plagiator :) Ale bardzo mi się efekt podoba, jedynie żałuję, że narazie nie mogę tak zaaranżować parapetu. Małe Adkowe rączki nie darowałyby tym wszystkim durnostrojkom :)

Okna w kamienicy są specyficzne: usytuowane we wnękach, trochę niżej niż standardowo. Widokiem mogłabym raczyć się godzinami: pokaźnych rozmiarów brzoza, a w tle "ściana" z wiekowych drzew.
Wygrzebałam ostatnio z czeluści pamięci komputera zdjęcia zrobione tuż po zakupie mieszkania. Nie wiem, która pora roku piękniej się prezentuje na tych "moich" drzewach...



To zdjęcie poniżej zrobione dosłownie kilka dni po zakupie. Pamiętam, jak nie mieliśmy w mieszkaniu nawet pół mebla, ale przytaszczyłam doniczki, posadziłam kwiaty, tak bardzo cieszyłam się z tego wszystkiego.




Ostatnio powiesiłam wianek z róż - od razu jesiennie i nastrojowo się zrobiło.



Na parapecie też zagościła jedna doniczka do kompletu. Ostatnio jestem pod urokiem cyklamenów.


Pozdrawiam serdecznie!


środa, 28 września 2011

Lampy w jadalni


Oj, rozpędziłam się! :) Sama się sobie dziwię, jak szybko ostatnio podejmuję zakupowe decyzje. Po ostatnim zakupie lampek do kuchni nie czekałam długo i wybrałam lampy do pomieszczenia szumnie zwanego przez nas "jadalnią". Historia lamp - foremek jest krótka: zobaczyłam taką samą "na żywo" w kuchni Mimi. I jak tylko pojawiły się w jej sklepiku - szybko zamówiłam. Lampki wzbudzają zainteresowanie i uśmiech u każdego naszego gościa, a i ja nadal nie mogę się na nie napatrzeć.

Zdjęcie pierwsze przy okazji prezentuje kolejne urocze plamy na suficie - zamontowaliśmy Adce huśtawkę. Jak to dobrze, że niedługo będzie malowanie, bo te plamy mnie prześladują.



Trzecia lampa też kupiona u Mimi. Porcelanowa, z pasującym do reszty kablem "od żelazka". Wisząca część kabla będzie schowana - to narazie próbne zawieszenie, by wybrać najbardziej optymalne miejsce oświetlania pomieszczenia.

Teraz, kiedy lampy już wiszą, nie mogę się nadziwić, jak mieszkaliśmy przez dwa lata z dyndającymi na kablach żarówkami :)



Pozdrawiam!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...