piątek, 10 grudnia 2010

Mikołaj na Mikołajki


Dzisiaj przedstawiam mojego prywatnego Mikołaja. A w zasadzie Mikołaja Adki, bo to dla niej został uszyty. Zamarzył mi się taki prezent dla niej właśnie na Mikołajki. Niestety, szycie zostawiłam na ostatnią chwilę i w "pocie czoła" wykańczałam go już 6 grudnia. Na szczęście udało się. Mikołaj zjawił się obok śpiącej Duśki tuż przed 22 i rano mogła go dokładnie obejrzeć i "popróbować".



To dopiero moja druga tildowa lalka i szycie momentami mnie przerastało. Największy problem był z płaszczem. Ile ja się nagłowiłam, jak połączyć ze sobą te wszystkie elementy, żeby płaszcz przypominały! Na dodatek gruby filc jest strasznie sztywny i ciężko go ułożyć. Jak już udało mi się z płaszczem, to poczułam niemal euforię! Miałam takie poczucie, że teraz mogę już uszyć wszystko :) Zdaję sobie sprawę z niedostatków Mikołaja, ale włożyłam w niego wiele serca i mam nadzieję,  że Adka przymknie na nie oko :)

Mikołajka wyposażyłam w haftowane serduszko z zawieszką. Spodobał mi się ten wzorek reniferków. W przygotowaniu jest jeszcze drugie, w odwróconej kolorystyce.

Na koniec chciałam podziękować za wszystkie komentarze, które tutaj zostawiacie. Są one dla mnie bardzo cenne, tym bardziej,  że sama nie zawsze mogę się Wam tym samym odwdzięczyć. Ale jestem na bieżąco z Waszymi poczynaniami blogowymi i z zachwytem obserwuję dekoracje i pomysły świąteczne.

Pozdrawiam serdecznie!



wtorek, 7 grudnia 2010

Wyniki anielskiego candy


Zgodnie z obietnicą przyszedł czas na znalezienie aniołkom nowego domu.

Z pomocą przyszedł Mąż, który podał na szybko cyfrę 6.

W ten sposób nową właścicielką aniołów została Sylvia.

Jednak to nie wszystko :) Mój wczorajszy Mikołaj obdarował mnie wymarzonym prezentem, dlatego chciałabym się moją radością jeszcze podzielić i obdarować drugą osobę. Tym razem padła liczba 10. Pod tym komentarzem kryje się Annasza. Dla niej też mam drobną niespodziankę :)

Bardzo się cieszę, że mogłam dać chociaż drobiazg od siebie.  Gratuluję dziewczynom i poproszę o kontakt na maila.

A wszystkim życzę miłego dnia i dziękuję za udział w candy.


sobota, 4 grudnia 2010

Na saneczki!


Tym razem post ekspresowy, tuż przed wyjściem na zimowy spacer. Za oknem piękne słońce i przyjemna temperatura. Cieszę się, że ta ziomowa zawierucha już poszła sobie. 

I choć słońce świeci, w mojej kuchni trochę mroczno. Okno dachowe szczelnie pokryte grubą śniegową kołdrą przepuszcza o wiele mniej światła. Ja się śniegu pozbyć ? Nie wiem. Jedyny sposób, który kiedyś przyszedł mi do głowy okazał się mało skuteczny, żeby nie powiedzieć głupi. Okna zamknąć nie umiałam, musiałam Męża na pomoc wołać i w tym roku tylko mi przypomina, żebym już więcej takich  pomysłów nie miała. Żartowniś!



Wprawdzie w tym roku jeszcze Maleńka na sankach szaleć nie będzie, ale ja już miniaturki przygotowałam.  Zwykłe saneczki z drewnaniej surówki przemalowałam i odziałam w haftowane siedzisko.

Do tego filcowe rękawiczki. Miara brana z rączki Adki. Kiedyś będzie mogła porównać, jaka była maleńka...

A tak wyglądały sanki przed metamorfozą:



Pierniki z masy solnej już gotowe. Przy nanoszeniu wzorków użyłam korektora w długopisie. Bardzo ułatwia pracę w porównaniu ze zwykłym pędzelkiem.

"Pierniczki" do zawieszenia na choince. W tym roku tylko bezpieczne ozdoby.



Pozdrawiam serdecznie i przypominam o moim candy. Aniołki już prostują skrzydła do lotu :)




niedziela, 28 listopada 2010

W zimowym nastroju


Bardzo lubię te początki zimy, kiedy spadający śnieg wywołuje moją radość. I pewnie już niedługo przyjdzie taki czas, kiedy będę narzekać na skrobanie szyb samochodu, śliskie chodniki i okropny mróz, jednak narazie cieszę się tym bardziej, że to pierwsza zima mojej córeczki. 



W tym roku miałam jeszcze większą radość z opadów śniegu, bo po kilku miesiącach oczekiwania mogłam wyciągnąć z kredensu zimową scenkę. Zawsze marzyłam o czymś takim i chyba po prostu ta na mnie czekała. W wakacje pojechałam do hurtowani artykułów dekorcyjnych i z wielkim zdziwieniem zobaczyłam, że wśród przecenionych towarów stoi ona. Jej zakup w środku upalnego lata był totalną abstrakcją i szczytem perwersji, ale tej okazji nie mogłam przepuścić.  Po powrocie do domu schowałam ją głęboko i obiecałam sobie, że wyjmę dopiero wtedy, gdy spadnie pierwszy śnieg. I w końcu doczekałam się.



Jest misternie wykonana i pięknie podświetlana. Aż chce się wejść do środka tych maleńkich domków i pomyszkować w nich :)



Dodatkową atrakcją jest lodowisko, na którym kręcą się łyżwiarze. Próby ich złapania to od dziś ulubiona zajęcie Duśki :)



Taki drobiazg, a jak cieszy! 



Na pierwszy tydzień adwentu zrobiłam rożek wypełniony cukierkami. Każdego kolejnego tygodnia zawiśnie następny. Taki mój tygodniowy przydział słodkości :)



Z opadów ucieszył się też Bohun. Biega po śniegu jak szalony, kładzie się i wciska pysk w śnieżne zaspy. Taka nieskrępowana niczym radość. Oglądam to zawsze z uśmiechem na ustach.



Życzę udanego pierwszego tygodnia adwentu i zapraszam serdecznie na moje candy, na które można się zapisać tutaj.


czwartek, 25 listopada 2010

Zapraszam na anielskie candy


Niedługo najpiękniejsze święta w roku. Z tej okazji chciałabym podzielić się z Wami czymś bardzo świątecznym.  Przygotowałam zastęp 12 gipsowych aniołków chętnych do pofrunięcia do nowego domu. Połowa aniołków ma zawieszki - w sam raz do powieszenia na choince. Drugie sześć jest bez zawieszek - do dowolnego wykorzystania w świątecznych dekoracjach.

Jeśli ktoś z Was chciałby przygarnąć anioły do siebie - serdecznie zapraszam! Będzie mi bardzo miło wypuścić je w świat. Wystarczy zostawić tutaj komentarz i zamieścić link u siebie na blogu.  Osoby, które nie posiadają bloga, ale mają konto na blogerze także zapraszam do zabawy.

Losowanie odbędzie się 7 grudnia. 

Pozdrawiam serdecznie!



poniedziałek, 22 listopada 2010

Sielsko anielsko


Zazwyczaj u mnie bywa tak, że przypadkiem wpadam na jakiś pomysł. Coś zobaczę, coś mi przypadkiem  wpadnie w ręce i pojawia się w głowie pomysł. Tak było też tym razem. Zaczęło się od porządków w kredensie.  Tam leżało pudełko z zeszłorocznymi ozdobami choinkowymi, a w nim były m.in. gipsowe aniołki. Kilka z nich nie miało zawieszek... 

Następnie trafiłam na post Ushii na temat kuleczkowego ozdabiania przedmiotów.  

Później w pasmanterii wpadły mi w oko groszkowe wstążki, a na koniec Mąż przy tzw. okazji kupił 3 ramki. Wtedy doznałam olśnienia :)

W efekcie powstały aniołkowe obrazki do naszej sypialni. Po jednym dla każdego z naszej trójeczki. Dusia i ja mamy różową kolorystykę, a Mąż aniołka w niebieskościach.



Aniołki to gipsowe odlewy ze specjalnej foremki. Używam zwykłego gipsu budowlanego. Jest on szarawy, dlatego odlewy maluję białą farbką akrylową. Niektóre elementy pomalowałam na złoto dla ich uwidocznienia.



I tym razem musiałam trochę pokombinować przy robieniu kuleczek, bo nie miałam polecanej przez Ulę konturówki. Zastąpiłam ją brokatem w kleju, który następnie pomalowałam. Świetnie się ta wersja sprawdziła.

Teraz tylko Mąż musi powiesić ramki na ścianie. Jakoś nie mam ochoty na starcie z przedwojennymi, solidnymi ścianami i wiertarką udarową :)

To tylko jeden z przykładów wykorzystania gipsowych aniołków. Wspaniale prezentowały się w zeszłym roku na choince i pewnie część z nich znów na niej zawiśnie. To urocza alternatywa dla bombek. 

Pozdrawiam serdecznie i cichutko zapowiadam candy w najbliższym czasie :)



niedziela, 14 listopada 2010

Zawieszki


Na wielu blogach zapanowała już świąteczna atmosfera. Zmobilizowało mnie to do rozpoczęcia swoich przygotowań. I jest pierwszy przedświąteczny akcent: zawieszka, która pozuje wraz z metalowym konikiem. Kiedy zobaczyłam go na wystawie sklepowej, pomyślałam: "żeby tylko nie był drogi!".  Cena przyjemnie mnie zaskoczyła i mam kolejnego konika do kolekcji.



A to pierwsza zawieszka: wykonana metodą decoupage z użyciem kraka dwuskładnikowego. Wiele z nas zachwyca się retro zdjęciami. Niestety, nie trafiałam na takie wzory na serwetkach czy papierze do decu. Przypomniałam sobie o innym sposobie: drukowaniu na papierze śniadaniowym. Cały proces jest taki sam, jak przy drukowaniu na tkaninach. Udało się i od dziś chyba zaprzestanę kupowania papierów i serwetek :)

Druga zawieszka zrobiona z monogramen mojej ulubionej literki. Będzie nową zakładką do książki.


A to są sprawczynie całego zamieszania: metalowe blaszki dołączane do przesyłek pocztowych. Kilka z nich zdążyłam uratować przed wyrzuceniem przez Męża. Wystarczyło wywiercić dziurki i świetnie nadały się na solidne, trwałe zawieszki.



Ostatnia zawieszka nie powstałaby bez mojego prezentu od Męża: cudnej, wspaniałej wyrzynarki :) Chyba Mąż już się uodpornił na dziwne marzenia żony i po prostu kupił ją bez dziwnych min i komentarzy. A że jemu też czasem jest potrzebna, to mu ją hojnie pożyczam :)



Efekt bardzo mi się spodobał. Wyszło coś na miarę koronki. To zasługa delikatnego wzoru i srebrnego wypełnienia spękań.

A tak wyglądają surowe serduszka.  Jeszcze nieobrobione pilniczkiem czekają na swoją kolej. Przyznam się, że całe to wyrzynanie nie jest takie łatwe. Potrzeba pewnej ręki i dużej precyzji. Mąż zlitował się nad niewprawioną jeszcze żoną i wyciął zapas drewnianych serduszek.



To nie koniec zawieszkowej manufaktury. Czekają kolejne wzory i pomysły.

Tylko czas trzeba znaleźć.

Pozdrawiam serdecznie!



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...