czwartek, 9 sierpnia 2012

Maszyna do pisania






Z urlopowego wyjazdu przywiozłam jeszcze jedną pamiątkę – maszynę do pisania Consul. Wyszukał ją na targu staroci mój Chrzestny i mi ją podarował. Jak tylko ją zobaczyłam, wiedziałam, gdzie ją postawię. Znalazła swoje miejsce w kąciku i stoi na stoliku maszyny do szycia ( to znów prezent od Teściowej ), która czeka na przemalowanie.
Salon robi się trochę w stylu retro i dobrze, bo mieszkamy w kamienicy i w mieszkaniu też chcemy ten klimat zachować.


Maszyna jest w idealnym stanie i w pełni sprawna.


Bardzo spodobała mi się jej kolorystyka.






A na przedpokoju kolejne zmiany. Jest już nowa podłoga - jasna, rozświetlająca  to ciemne pomieszczenie. Marzyła mi się podłoga drewniana, ale przeszkody natury technicznej na nią nie pozwoliły, więc wybrałam panele jak najbardziej przypominające deski.  
 Nie są one gładkie i błyszczące, ale przyjemnie szorstkie.




Przywieźliśmy prosto z gór przygotowane dla nas deski na ściany – piękne, pachnące lasem. Przed nami akcja „malowanie”.




Natomiast nowa podłoga najbardziej spodobała się naszemu futrzakowi, który upodobał ją sobie na popołudniowe drzemki.



To sprawca wiecznie zapchanego odkurzacza i najlepszy przyjaciel Adki.


Tym futrzastym akcentem żegnam się i gorąco pozdrawiam!

piątek, 3 sierpnia 2012

Pourlopowo



Dawno nie było nowego wpisu, ale nie umiałam się zabrać za pisanie. Powrót z urlopu i doprowadzenie wszystkiego do ładu pochłania jednak wiele czasu.
W działalności remontowej znów coś się dzieje- przedpokój został pomalowany. Zdecydowaliśmy się w końcu na farbę z mieszalnika i efekt pozytywnie mnie zaskoczył. Kolor to taki delikatny szary, ale zmienia on swój odcień w zależności od światła, jakie pada na ściany. Już wiem, że trzeba wymienić żarówkę w jednej z lamp, bo ciepłe światło, które daje, zniekształca mocno kolor rzeczywisty. 
Nawet na zdjęciach widać diametralną różnicę w odcieniach, ale przedpokój musi być fotografowany przy sztucznym świetle – po prostu jest w nim zbyt ciemno.
Właśnie w tym miejscu stanie pokazywana ostatnio witryna. Już nie mogę się doczekać, ale muszę się uzbroić w cierpliwość, bo jeszcze wiele do zrobienia. Kolejny etap to wymiana paneli, które mogły być już dawno położone, gdyby nie fakt, że trafiliśmy na bardzo niesolidny sklep.



Tegoroczny urlop spędziliśmy w Świnoujściu i podczas spacerów odwiedzaliśmy Cafe Kredens, gdzie nie tylko podziwiałam aranżację wnętrza, ale i wypatrzyłam lampy – takie same wiszą u mnie :)




 Pokazywałam je tutaj.




W naszym hotelowym ogrodzie rozstawiono plażowe kosze. Mają w sobie czar dawnych lat i jedyną przywiezioną do domu pamiątką znad morza jest właśnie miniaturka takiego kosza.





Odwiedziłam też moją Babcię, od której dostałam niezwykły prezent –używany przez nią dawniej syfon. Ogromnie mi się podoba i stanowi dla mnie wyjątkową pamiątkę rodzinną.




A zupełnym przypadkiem kupiłam turkusowe szklaneczki, które idealnie do niego pasują. 





Pamiętam z dzieciństwa stojące na ulicach saturatory i ten wyjątkowy smak wody z sokiem.




Dostałam też jeszcze jeden niesamowity prezent, ale on ( a w zasadzie ona ) zasługuje na osobny wpis.

Tymczasem pozdrawiam serdecznie!


piątek, 13 lipca 2012

Już jest! Wymarzona witryna.




Piątek trzynastego okazał się dla mnie bardzo szczęśliwym dniem, bo właśnie dziś dotarła do nas wyczekiwana witryna zrealizowana przez
Prowadziłyśmy z Adą bardzo intensywną korespondencję, dogadywałyśmy wszystkie szczegóły, bo było to zamówienie o nietypowych gabarytach - głębokość mebla to jedyne 30  cm. Przedpokój jest bardzo wąski i ma załamanie w ścianie - jakby niepełną wnękę i tam właśnie stanie witrynka.

Powinnam też uprzedzić osoby o słabych nerwach o zawartości dzisiejszego wpisu :)
To środek remontu w "najczystszej" postaci.
Bez ściemy,  kadrowania i aranżowania.
Chociaż najgorszych widoków i tak nie zamieszczam:)
Nie wiem, jak Wy, ale ja lubię takie relacje z cyklu "making off". 
Dziś zdjęć niewiele, pełna relacja na pewno będzie za jakiś czas.
 



Jestem witryną zachwycona, mimo że "rozgrzebany" przedpokój nie jest dla niej godnym tłem. Jednak od czego jest wyobraźnia.
 



I te "plecy". Uwielbiam takie wykończenie wnętrza.




Swoim stylem witrynka dopasowana została do mebli w kuchni i jadalni. Jej odcień jest niemal identyczny. Wybraliśmy przesuwne drzwi ze względu na wspominane gabaryty przedpokoju.




A na koniec odpakowywania mebla moja radość była jeszcze większa z powodu niespodzianki od Ady - dostałam piękną tacę! I to w stylu jaki lubię! Piękna.
Dziękuję za spełnienie mojego marzenia!  
Mebel, który dla mnie zrobiliście jest jeszcze ładniejszy, niż sobie wyobrażałam.




Na koniec remontowe zmagania.
Musieliśmy powiesić próbnie kinkiet - gigant, bo trzeba było z jego powodu zmienić położenie lampy wiszącej. Moja "radość" z kolejnego kucia - tym razem sufitu - bezcenna :) Ale postanowiliśmy, że kinkiet zostaje z nami, nie będziemy go zwracać. Obie lampy tworzą spójny komplet, a że on trochę duży.. Takiego go polubiłam już :)




Dziury w ścianach, które pokazywałam w ostatnim wpisie zostały wypełnione deskami i załatane. Teraz czekamy na dostawę desek na ścianę. Pewnie domyślacie się, co będzie dalej.




Mazy w dolnej części wykonane przez Adkę. Pomaga, jak może :)




Teraz jestem na etapie wybierania koloru na ściany. Dobrze, że są testery, bo uniknęłam nietrafionego zakupu. Po raz kolejny przekonałam się, że odcień na puszce czy próbniku kolorów w sklepie nijak ma się do realnego efektu na ścianie. Marzy mi się jasny odcień szarości i wypróbowałam propozycje Beckers’a i Dulux’a. Uzyskane odcienie się bardzo intensywne, to nie to. Sprawdziłam też inne kolory z myślą o malowaniu w  salonie i to samo – do niczego. Pozostaje chyba kolor z mieszalnika,  czego chciałam uniknąć. Raz na taki się zdecydowaliśmy i też nie był idealny.



Mamy w planach chwilę odpoczynku i ze zdwojoną siłą wracamy na plac boju.
Pozdrawiam!


sobota, 7 lipca 2012

W wolnej chwili




W naszym przedpokoju trzęsienie ziemi. Butelkowa zieleń ścian została prowizorycznie zamalowana farbą podkładową, w ścianach dziury, a my zadowoleni, że w końcu jest czas na zwyczajny remont, a nie tylko na pracę. Może dziwnie to zabrzmi, ale możliwość zrobienia bałaganu w domu daje nam ostatnio wiele frajdy.




W ramach odreagowania zatraciłam się w moich papierkach. Zrobiłam ostatnio wiele kartek, ale zdjęć mam malutko. Uchowała się karteczka dla Teściowej i okładka albumu wakacyjnego. Bardzo lubię utrwalać chwile, ma to dla mnie wielką wartość, bo pamięć jest tak ulotna. Staram się robić jak najwięcej zdjęć – głównie Adki - i od razu wkładać je do albumów. Każde zdjęcie opisuję – czasem wystarczą dwa słowa, by przywołać z czeluści pamięci pozornie zapomniane wydarzenia.




W wolnych chwilach poduczyłam się, jak robić kolaże ze zdjęć. Wiele im jeszcze brakuje, ale spodobało mi się ich tworzenie.








Ostatnio na wielu blogach pojawiają się pastelowe naczynia i foremki. Tak zapadły mi w pamięć, że dokonałam zakupu, jak tylko je zobaczyłam :) A na emaliowany kubek trafiłam w zwykłym sklepie, którym pamiętam jeszcze z dzieciństwa pod "społemowskim" szyldem.



W tak piękną pogodę spędzamy czas głównie poza domem, ale mamy też alternatywę. W razie niepogody zaopatrzyłyśmy się z Adusią w książkę kucharską dla dzieci i będziemy szaleć w kuchni z Cecylką Knedelek :)






Zapoznałam się z nowym interfejsem bloggera i zamieszczenie wpisu zajęło mi dwa razy więcej  czasu, ale podobają mi się te zmiany.
Dziękuję za wszystkie słowa wsparcia, jakie pojawiły się pod ostatnim postem. Od razu lżej na duszy.

Pozdrawiam gorąco!

niedziela, 1 lipca 2012

Plany...


Witam po długiej przerwie.

Kiedy pisałam o moim ulubionym miesiącu - maju – nie spodziewałam się, jak bardzo przewrotny okaże się czerwiec. Ten miesiąc postanowił udowodnić mi, jak ciężkie może być życie… Jak w jednej chwili może uciec radość, kiedy uginasz się pod ciężarem spadających nagle problemów. Nie potrafię się uzewnętrzniać i nie to jest istotą tego bloga, ale nie mogę przejść obojętnie wobec spraw, które były moim udziałem. I choć większość z nich miała już na szczęście swój pozytywny finał, to po ludzku jestem zmęczona. Zaryzykuję nawet stwierdzenie: potwornie zmęczona. Dlatego wierzę, że nadchodzący urlopowy wyjazd pozwoli mi zresetować się i pozbyć tego, jak pisał poeta: „jaskółczego niepokoju”.

Tymczasem składam życie w całość, próbuję odszukać dawny spokój. A dużą dawkę optymizmu serwuje mi wizja wielkich zmian w moim mikrym przedpokoju. Idealnie nie będzie, ale postaramy się odtworzyć namiastkę naszych marzeń.

Kilka migawek na zachętę dla nas do dalszego działania.

Zamówiona w końcu została „witrynka - chudzinka”, jak ją nazwaliśmy. Stanie w wąskim przedpokoju. Z niecierpliwością na nią czekam.

Są też ( po miesiącu oczekiwania! ) panele na podłogę. Dechy na ścianę nadal w fazie produkcji.



Jest kinkiet - gigant, który miał być w zamierzeniu niewielki. Pośpiech to jedyne wytłumaczenie tego zakupu.



Do kuchni dokupiłam kilka drobiazgów: wieszak i pojemnik na herbatki.




A na belce suszy się tegoroczna lawenda - prezent od znajomej.



Pozdrawiam serdecznie!



piątek, 8 czerwca 2012

Lampa do salonu


Ta lampa to przykład, że warto poczekać z pewnymi zakupami. Przyglądałam się wielu lampom z myślą o tym kącie. Dwie prawie kupiłam. Niestety, jedna miała pękniętą podstawę, druga nie spodobała się Mężowi. I tak sobie czekałam… A nie było to dla mnie łatwe oczekiwanie, bo żałowałam tamtych niedoszłych zakupów.

I pewnego dnia zobaczyłam Ją – lampę idealną. Mój błysk w oku musiał mówić wszystko, bo Mąż skwitował to tylko krótkim zdaniem: „To mamy lampę”.

Już nic więcej mnie wtedy w sklepie nie interesowało :)



Teraz, wiem, że jest właściwym przedmiotem we właściwym miejscu.



Pozdrawiam!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...