czwartek, 1 stycznia 2015

Jest i fotel.

Zatęskniłam za aparatem, a że była już późna pora, to i zdjęcia są maksymalnie ciemne, ale lepsze takie, niż żadne. Zwłaszcza, że obiekt aż się prosił o sesję. Już od dawna rozglądałam się za fotelem do kącika z kozą. Miał być uszak z Ikei, ale za każdym razem rezygnowałam z niego, gdy tylko była okazja, żeby go kupić. Jak się później okazało, ten wymarzony na mnie poczekał.


Przymierzałam się do niego już w wakacje, ale spora cena skutecznie odstraszała. Miejsce na fotel stało puste, aż do momentu, kiedy tuż przed świętami wybraliśmy się na szybkie zakupy. Przechodziliśmy obok salonu z meblami i na wystawie stał On – mocno przeceniony. Powiedzieliśmy sobie, że jak będzie go można wziąć od ręki to – bierzemy. Do domu wróciłam w bagażniku naszego kombi zwinięta w kłębek obok naszego „tronu” :)


Jest idealny – duży, wygodny. Do pełni szczęścia brakuje podnóżka. Niestety, nie ma go w serii tych mebli, więc musimy wykombinować coś sami. Zamówiliśmy już identyczną tkaninę u producenta.


 Czasami zastanawiam się, jak mógłby wyglądać ten pokój, gdyby nie otrzymane meble. Jestem prawie pewna, że postawiłabym na białe. Cieszę się, że przypadek sprawił, iż powstał pokój utrzymany w klimacie naszej kamienicy.


 Jeden kąt w salonie gotowy, jeszcze tylko trzy i będzie pełnia szczęścia :) Na szczęście dużo do zrobienia już nie zostało.


Życzę Wam dużo dobrego w Nowym Roku. Ja mam nadzieję, że nie będzie gorszy od poprzedniego.

Pozdrowienia!

niedziela, 28 grudnia 2014

… bo życie potrafi zaskakiwać…

 Bardzo dziękuję za życzenia świąteczne, ucieszyły mnie ogromnie!
I ja planowałam wpaść do Was z dobrym słowem przed Świętami, jednak kolejny raz przekonałam się, że moje planowanie ma się nijak do rzeczywistości.
Klimat świąteczny w naszym domu jeszcze trwa, a każde spojrzenie na choinkę przypomina mi, jak bardzo niecodzienne Boże Narodzenie za nami. 
„Te Święta na pewno będą niezapomniane” – myślałam, kiedy w bożonarodzeniowy poranek siedziałam na poczekalni pogotowia. To była druga myśl, bo jako pierwsza nieustannie kołatała się w mojej głowie: „niech już przestanie boleć”. Jeszcze przed śniadaniem, po nieprzespanej nocy obserwowałam krzątaninę pielęgniarek, staruszka, który też źle się poczuł i przysłuchiwałam się rozmowie jednej z lekarek, która przez telefon prosiła córeczkę, by założyła ciepłe rajstopy do kościoła. Nie powiem, że było mi wtedy do śmiechu… W takich sytuacjach człowiek uświadamia sobie, co jest w życiu ważne. Nie myślałam o „świeżutkich” prezentach czy potrawach, chciałam już po prostu wrócić do domu, do Adki i męża. Samotna jazda, torebka lekarstw na siedzeniu, kolędy w samochodowym radio i puściutkie ulice to obrazki, które pewnie długo będę miała przed oczami. 


Już tak nie boli, mam nadzieję, że będzie lepiej. Dostałam ważną lekcję, staram się dostrzec dobre strony tej sytuacji, bo przecież wszystko się dzieje w jakimś celu. W ramach oczyszczania umysłu zabrałam się za  szydełkowanie i skończyłam chustę. Szarą, grubą i bardzo ciepłą. Przyda się na te mroźne dni.
Chusta pozuje w towarzystwie przepięknej pozytywki, która na dodatek jest ruchoma. Łyżwiarze suną po lodowisku, przystając na chwilę, by Mikołaj zrobił im zdjęcie. Mogłabym wpatrywać się w nią godzinami.


A grudniownik już zapisany. Tak, będzie co czytać po latach :) Pokazywałam go w trakcie tworzenia i zapomniałam sfotografować już po ukończeniu. 


 To wspólne dzieło moje i Adki. Małej najlepiej szło pokrywanie wszystkiego brokatem :) Jak ja dawno nie kolorowałam kredkami akwarelowymi! Fajnie było :)


 Mam nadzieję, że Wasze Święta też były niezapomniane.
Pozdrawiam!

wtorek, 23 grudnia 2014

Z życzeniami.

Miało być więcej grudniowych zdjęć i wpisów, ale zdrowie napisało inny scenariusz.
Jednak cieszę się, że mimo tego wszystkiego mamy piękną choinkę, aromat domowych potraw i nadzieję na wspólne spokojne chwile. 



Udało się skończyć przeróbkę klocków.  Purystów językowych proszę o przymknięcie oka na anglojęzyczny napis – na nasz polski za mało klocków było :)
 W tym roku dokupiłam tylko kilka świątecznych drobiazgów. Ta szklana bombka jest moim numerem jeden w tym roku. 
( Pytacie o abażur – to jest Ikea. Lampę dostaliśmy w prezencie ślubnym, ale poprzedni abażur nie przetrwał remontowego chaosu. )


Na te święta życzę Wam
Zdrowia
Radości
Miłości i

Spokoju ducha.

piątek, 12 grudnia 2014

Osłona już jest.

 Nie musiałam długo czekać – grzejnik ma już zamontowaną osłonę. Jestem z niej bardzo zadowolona, bo naprawdę ładnie się prezentuje.


 Została zrobiona na wymiar, wszystko idealnie pasowało.


Teraz kolejnym celem w tym kącie są załony i zmiana firan, ale wszystko powoli.


Ostatnio jestem skazana na robienie zdjęć wieczorami, kiedy sztuczne oświetlenie wcale nie pomaga. Jednak ten grudzień tak mnie napędza do działania, że z ochotą zamieszczam wpisy na blogu :)
Pozdrowienia!

wtorek, 9 grudnia 2014

Skrzacie ubranka.

Jeszcze dekoracje czekają w kartonach, ale jakieś drobiazgi już pojawiają się u nas w domu. Te maleńkie ubranka bardzo mi się spodobały i kupiłam je właśnie z myślą o szyszkowych wiankach. Rok temu był tylko jeden, bo nie zdążyłam z drugim, więc zakasałam rękawy i jest komplet.


Ubranka stale z wianków znikają...
Naszym skrzatem jest Adka, która chętnie dołączyłaby je do zbioru lalkowych kreacji.


Najdziwniejsze jest to, że czerwony kolor jest mi zupełnie obcy. Nigdy nie kupiłam sobie nic z ubrań w tym kolorze, ale takie miniaturowe wdzianka mają swój urok, któremu się nie oparłam.


 Pozdrowienia!

sobota, 6 grudnia 2014

Mała przeróbka.

Przez chwilę kombinowałam z ustawieniami w aparacie, zrzuciłam zdjęcia, obejrzałam je i już miałam wyłączać komputer, kiedy pomyślałam, że wrzucę je tutaj ku pamięci. 


Podczas malowania drewnianych klocków biały kolor chlapnął też na lampion. Miałam go jeszcze ozdabiać, kiedy zobaczyłam go w tej prostej formie i uznałam, że wystarczy.
Wcześniej był  bardzo kolorowy i wypełniony cukierkami, co bardzo podobało się Adce, ale później ( już po jego opróżnieniu, hehe ) sama  pomagała mi go malować.


W tle świece adwentowe. Stroik skleciłam z prawie tych samych elementów, co rok temu. Jutro zapłonie kolejna świeca. 


Mam nadzieję, że Wasze Mikołajki były tak udane, jak moje. Muszę tu pokazać książkę – prezent od mojego Mikołaja. Marzyłam o niej!

Pozdrawiam!

środa, 3 grudnia 2014

Adwentowe popołudnia.

Minione dni były tak zimne, że biegłam tylko na zakupy i w ekspresowym tempie wracałam do domu. Adka już czekała w progu i od razu ciągnęła mnie do robótek. Bardzo cieszę się, że tak dużo już rozumie i na swój sposób przeżywa adwentowe oczekiwanie. Uwielbia prace plastyczne,  więc codziennie robimy coś świątecznego. Ostatnie trzy dni dzieliłyśmy na prace nad grudniownikiem i malowanie klocków.


Grudniownik to pomysł, który poznałam trzy lata temu dzięki scrapowym blogom. Od tego czasu, co roku przygotowuję albumik na grudniowe wspominki i drobne pamiątki. Dłubiąc przy nim uświadomiłam sobie, jak bardzo lubię scrapowanie i jak mało ostatnio temu zajęciu mogę czasu poświęcić. Wymaga on jeszcze trochę pracy, ale już prawie, prawie gotowy.



Dorwałyśmy też stare, drewniane klocki. To moja zabawka z dzieciństwa i Adka sporo się nimi bawiła. Do czasu, kiedy Bohunowi ( naszemu futrzakowi ) coś strzeliło do łba i pozjadał z wielu klocków papierowe obrazki. Futro to chodzący spokój, nigdy nic nie zniszczył ( no raz zjadł sznurówki, ale szczeniakiem wtedy był ) i chyba zasmakowały mu te papierki i klej sprzed 30 lat.


Klocki szlifierką oczyszczone i pomalowane czekają na ozdabianie. Nie muszę pisać, że Ada malowała ? Kto maluje z dziećmi, ten wie, jaka to szkoła cierpliwości, hehe. Na szczęście farba akrylowa dobrze się spiera z ubrań, dywanów ( zabezpieczonych przecież ) i z podłogi ( ta też przegrała z dziecięcymi zdolnościami ), a nawet z mebli, ścian i psa. Polecam taką rozrywkę wszystkim o mocnych nerwach :) Skupienie na twarzy dziecka – bezcenne. 
Lubię te nasze wieczory. Jedno, co mnie zniechęca to sztuczne światło podczas robienia zdjęć. Ale… wybaczycie :)
Pozdrowienia gorące!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...