Zatęskniłam za aparatem, a że była już późna pora, to i zdjęcia
są maksymalnie ciemne, ale lepsze takie, niż żadne. Zwłaszcza, że obiekt aż się
prosił o sesję. Już od dawna rozglądałam się za fotelem do kącika z kozą. Miał
być uszak z Ikei, ale za każdym razem rezygnowałam z niego, gdy tylko była
okazja, żeby go kupić. Jak się później okazało, ten wymarzony na mnie poczekał.
Przymierzałam się do niego już w wakacje, ale spora cena
skutecznie odstraszała. Miejsce na fotel stało puste, aż do momentu, kiedy tuż
przed świętami wybraliśmy się na szybkie zakupy. Przechodziliśmy obok salonu z
meblami i na wystawie stał On – mocno przeceniony. Powiedzieliśmy sobie, że jak
będzie go można wziąć od ręki to – bierzemy. Do domu wróciłam w bagażniku
naszego kombi zwinięta w kłębek obok naszego „tronu” :)
Jest idealny – duży, wygodny. Do pełni szczęścia brakuje
podnóżka. Niestety, nie ma go w serii tych mebli, więc musimy wykombinować coś
sami. Zamówiliśmy już identyczną tkaninę u producenta.
Czasami zastanawiam się, jak mógłby wyglądać ten pokój,
gdyby nie otrzymane meble. Jestem prawie pewna, że postawiłabym na białe.
Cieszę się, że przypadek sprawił, iż powstał pokój utrzymany w klimacie naszej
kamienicy.
Jeden kąt w salonie gotowy, jeszcze tylko trzy i będzie
pełnia szczęścia :) Na szczęście dużo do zrobienia już nie zostało.
Życzę Wam dużo
dobrego w Nowym Roku. Ja mam nadzieję, że nie będzie gorszy od poprzedniego.
Pozdrowienia!


























