czwartek, 12 marca 2015

„W marcu jak w garncu.”

Robiąc te zdjęcia myślałam o tym, jak to napiszę o pierwszych oznakach wiosny, kwiatkach, słonku i innych poprawiaczach nastroju. I to wszystko racja. Jednak dzisiejszy dzień kończy się dla mnie mocno nostalgicznie, dlatego napiszę tylko, że ostatnio u mnie tak, jak z pogodą: czasem słońce, czasem deszcz.


Jeden telefon przyprawił mnie o nerwowy rozstrój żołądka, drugi dał odwagę, by na głos powiedzieć o pewnym planie, o którym nigdy nawet nie śmiało się marzyć. Bo ja z tych, co boją się marzyć…
Kto pamięta jeszcze o noworocznych postanowieniach? Ze zdziwieniem zauważyłam, że jedno właściwie samo się realizuje. I dobrze mi z tym poczuciem sukcesu :)


A ten ceramiczny oszukaniec sam wpadł w ręce, bo z daleka udawał emaliowany kubek. Zwyklak bez znanej metki za grosze dał mi radochę na pół dnia przy robieniu tych zdjęć.

Pozdrowienia!

wtorek, 3 marca 2015

To się mogło udać?


Nawet nie wiem, co napisać! Po takiej dawce wsparcia zasłony wreszcie wymęczyłam. Nie chciałybyście widzieć mojej miny, kiedy je powiesiłam i zobaczyłam, że bez przewiązania szarfą wiszą smętnie dwie płachty :) Maszyna z powrotem na stół i szyłam te paski, bo jakbym to odłożyła na później, to miałabym po nocach koszmary. Ale są, wiszą i przypominają o mojej naiwności. Okazało się, że uszyć dwa prostokąty, to jednak jest filozofia. Po tej historii jestem krawiecko zaspokojona na dłuuugi czas :)


 Wam pozostawiam ocenę. Ja już ich nawet nie tknę, dopóki nie trzeba będzie prać. A u nas czas ten jest krótki za względu na dwa małe szkodniki: Adkę i Bohuna. Futrzak wie, jak działać pani na nerwy i układa się do snu w najdziwniejszych miejscach. Tym razem zapragnął pozagniatać zasłony :) A ja się tak cieszyłam, że mam w końcu takie do ziemi!


Mimo to fajne z niego psisko i wybaczam mu zawsze te wybryki, bo dobry z niego przyjaciel. 


To miejsce i tak będzie zajęte przez piękny mebelek, który przypadkiem właśnie kupiliśmy. Zrobię zdjęcia i pokażę, bo dawno się tak nie zachwyciłam. A myślałam, że salon więcej mebli już nie wchłonie :)


Pozdrowienia!

niedziela, 1 marca 2015

Miało być łatwo.


Wizja zasłon w głowie od dawna, materiał swoje odleżał, wiec rano wstałam i dopadła mnie myśl: „dziś albo nigdy”. Rozpoczęłam wraz z pierwszymi przebłyskami marcowego słońca i od razu pierwsza wtopa. No nic, sprułam nie zrażając się do dalszej pracy.


Zaczęłam ciąć kolejne kawałki: nijak nie pasuje z zaplanowanymi wymiarami. Nie pytajcie, jak przy zakupie mierzyłam i co wtedy sobie myślałam, bo … nie wiem. Miały być dwie szerokie zasłony, materiału starcza na dwie chudziny. Ale szyję dalej, bo jak nie skończę teraz, to tkanina zasili kosz z resztkami.


Z drobnymi przerwami dobijam do wieczora. Wiem już, że nie umiem prosto dociąć kawałków, zrobić porządnej zakładki i połączyć tkanin po właściwych stronach. Nie poddaję się, choć kolacja sama się jakoś nie zrobiła, a Adka próbowała jedynie wymoczyć się w wannie. 


I pomyśleć, że na tej maszynie ś.p. Teść uszył nawet namiot, a moja ś.p. Babcia była krawcową Mody Polskiej! Że też na mnie nawet kapka talentu krawieckiego nie spadła… Ciemna noc zastała mnie z tymi zasłonami, ale wiecie: jak kobieta się uprze … :)


 Oby było co pokazać w następnym wpisie :)

Pozdrowienia!

sobota, 21 lutego 2015

Zielone.

Pisałam, że ze szczecińskiej giełdy przywiozłam coś jeszcze. Za kilka złotych obkupiłam się w osłonki na doniczki na stoisku ogrodniczym. Wieźć to wszystko przez całą Polskę to szczyt głupoty, ale za taką cenę żal było nie wziąć. A że bagażnik duży, to jakoś udało się wszystko dowieźć bez uszczerbku ( mój Mąż złapał się za głowę, kiedy zobaczył, jak z walizki wyrzuciłam  ubrania i wszystkie te skorupy owijałam w ręczniki i pieczołowicie układałam niczym puzzle, hehe). 



 Za 4 złote wpadła ceramiczna misa, która dopiero została zagospodarowana. W Biedronce są teraz mini roślinki, więc wzięłam jedną, a Adka pomogła w sadzeniu.


Do tego wariactwa dołożyłam jeszcze starca kupionego w Międzyzdrojach. Nie żebym tam po rośliny jeździła :) Weszłam do Netto, bo w pogoni za ładną fotką kompletnie przemoczyłam buty. Ze sklepu wyszłam ze skarpetkami i doniczką. Eh, ten uśmiech półgębkiem Męża :) 


A to już wspominane ujęcie. Nawet jak mi buty zalewało nacisnęłam spust migawki, zamiast uciekać :)


Na parapecie widać moje kolejne doniczkowe zdobycze z giełdy. Te były po 8 złotych!


Robiąc zdjęcia stołu musiałam tak kadrować, by nie załapały się „elementy dekoracyjne” przyniesione przez Męża. Ostatnio zastanawiałam się, czy tylko u nas jest tak, że stale coś gdzieś się podziewa? Teraz mam mały składzik opon i innych precjozów, bo przecież nowy sezon motocyklowy za pasem, więc przygotowania trwają w najlepsze. A z drugiej strony, to A. bez mrugnięcia okiem zgadza się na te moje wszystkie wariactwa wnętrzarskie, więc już niech te opony chwilę poleżą :)


Pozdrowienia!


wtorek, 10 lutego 2015

Wpis ot tak, bo sprzątam :)


Wczoraj był Dnień Sprzątania Komputera, więc zmobilizowałam się i przeprowadziłam już czystki w folderach. Siłą rozpędu zabrałam się też za bardzo już zakurzony szablon bloga. Niech Was nie zdziwią wszelkie dziwactwa, jakie mogą się tutaj pojawić. 


Wrzucam dwa najnowsze zdjęcia: nie mogłyśmy się z Adką oprzeć i z wrocławskiego Afrykarium przywiozłyśmy po pluszaku. Mnie uwiodła mała sówka, która pięknie pasuje do zimowych klimatów. Do zdjęcia Adka dodała też małpkę, sprawiedliwość musi być :)
A samo Afrykarium to temat na osobny wpis, bo robi niesamowite wrażenie.


Pozdrawiam i zabieram się dalej do pracy.

czwartek, 5 lutego 2015

"You're Never Fully Dressed Without a Smile"

Zniknęłam na kilka chwil, by złapać oddech i zmienić otoczenie. Kilka głębszych wdechów morskim powietrzem i jakby od razu lepiej. I choć ta „kuracja” wymaga dość zachodu, warto było przejechać całą Polskę.
Tytuł dzisiejszego wpisu nieprzypadkowy – te kilka nut jak żadne inne dodają mi energii. Działają na mnie jak mantra, nawet wtedy gdy na widok kolejnej igły chcę uciekać w siną dal z laboratorium.Zaryzykuję stwierdzenie, że pozytywne nastawienie działa ( cyferki na wynikach jakby ciut lepsze…ale ciiiii, lepiej nie zapeszać ).


Wybrzeże zimową porą przeraża i zachwyca. 
Jakoś mimowolnie zmieniłam ustawienia w aparacie na b&w i powstało nawet jedno wspólne zdjęcie -  znaczy moje i Męża i to jeszcze tylko w takim małym urywku :) Na opustoszałej plaży była poza nami tylko Adka, która za bardzo zajęta była przemaczaniem butów i spodni, więc musiałam radzić sobie sama. A że mój Mąż stroni od zdjęć i wszelkiego pozowania, to ten kawałek rękawiczki jest wielkim sukcesem :) Wnikliwe oko dopatrzy się tu fragmentu ekwipunku motocyklowego – tak to jest, kiedy dzieli się życie z „Bratem Wiatru”. Razem z nami przyjechały też kurtka i kask, przecież  nigdy nie wiadomo, kiedy się trafi na sprzyjającą pogodę i wolny motor, echhhh :)


Morze morzem, ale głównym celem był Szczecin, gdzie mieszka moja rodzina. Tam czas wolniej płynie na rozmowach z Babcią i zjadaniu jej smakołyków. Od dzieciństwa pamiętam też niedzielne wypady na giełdę staroci i po naprawdę długiej przerwie pojawiłam się tam znów. Nigdy nie szło mi przeglądanie tych wszystkich stoisk, ale ten dzbanek mrugnął do mnie z daleka i w zamian za 4 złote został mój. 


 Zasadziłam w nim amarylisa, którego sadzonkę kupiłam przecenioną i mam nadzieję, że jest jeszcze szansa na kwiaty. A jakby co, nie piszcie, wolę żyć w nieświadomości :)
Nowymi okazem jest też taca, która mi sprezentowano. Świetnie się wkomponowała w nasz dom razem ze storczykiem w jedynym słusznym kolorze :)


 Z giełdy przywiozłam też inne skorupy, ale to już zostawię na kolejny wpis. Nie było nawet chwili na zdjęcia. Mam nadzieję, że znad morza nie przywiozę też zapalenia płuc, bo chora już jechałam, a wiatr robił wszystko, by przemarznąć do szpiku kości.
Pozdrawiam z uśmiechem!

niedziela, 25 stycznia 2015

Lustro.

Może i niemodne,
pewnie poza głównym nurtem trendów,
ale tylko ono stanowiło duet idealny z kredensem 
i resztą fornirowanego towarzystwa w salonie.


O zacnych gabarytach, które powaliły nas na kolana przy jego montowaniu. Wyobraźcie sobie tylko nas dwoje stojących na kredensie i manewry z lustrem :) Byłam przekonana, że prędzej zobaczę je w kawałkach na podłodze niż na ścianie, ale w końcu odpuściło i pokazało swój urok. Zaniemówiłam, jak tylko zeskoczyłam z kredensu i zobaczyłam je w pełnej krasie. Niesamowite jest to uczucie, kiedy dokłada się kolejny fragment wnętrzarskiej układanki w pomieszczeniu i można powiedzieć: Bingo! Dostaliśmy przestrzeń, wrażenie głębi, swobody.


Piękne kwiaty to prezent od dziesiątki łobuzów, którzy pokazali mi, że praca jest nie tylko pracą i można tam zostawić kawał swojego serca. Zwłaszcza, jeśli pracuje się z takimi Osobami jak Wy! Dziękuję Wam i zobaczycie, kiedyś to tutaj sami przeczytacie, obiecałam przecież :)
Pozdrawiam!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...