wtorek, 16 czerwca 2015

Powroty są najtrudniejsze.

Żyję. Jeszcze :) Tyle się dzieje, że blog poszedł w totalną odstawkę. Uwierzcie, znalazłam się w epicentrum chaosu, który od dwóch miesięcy przetacza się przez moje życie. Dobre miesza się z tym gorszym, jak to w życiu. Czasem trzeba mocno zacisnąć dłonie w pięści, żeby nie poleciały łzy z bezradności, a czasem hamować łzy ze śmiechu. Dawno nie miałam takiego czasu. Ale nie narzekam, sama sobie po części to tornado zafundowałam, więc na razie spokojnie czekam na to, jak się zakończy.


Już nawet nie pamiętam, kiedy powstały te ramki. Pewnie z dwa miesiące temu. O niezapominajkach dawno zapomniałam ...Pomysł z jakiejś gazety, wykonanie raz dwa w trakcie jakiegoś filmu. I tak kolejne miejsce na ścianie zajęte. Niedługo go braknie :)


Dzisiejszy wpis ze specjalną dedykacją dla moich Łobuzów, którzy domagają się starcia warstwy kurzu z bloga.  Nawet jeden z nich postarał się o kwiatki do dekoracji, także jak długo jeszcze mogłam się opierać? Proszę, wedle życzenia :)
Pozdrowienia, Łobuzy!


Mam nadzieję, że za jakiś czas wrócę tu z dobrymi wieściami, że się uda pewien „niecny” plan. Dziękuję za kilka miłych maili i pozdrawiam gorąco. 

piątek, 3 kwietnia 2015

Z życzeniami

Nawet nie wiem, kiedy nadeszły świąteczne dni ?
Urodziny Adki najczęściej wypadają w Wielkim Tygodniu, dlatego to one zaprzątają moją uwagę. Nim się zorientuję, jestem w lesie ze świątecznymi przygotowaniami. Ale i tak się cieszę na nadchodzące dni. Możliwość bycia razem jest z całego tego świętowania najlepsza.


Nie mam nowych dekoracji, nic nie zdążyłam kupić, choć może to i dobrze.
Zdążyłam jedynie pomalować na biało wygrzebane ze strychu wiklinowe koszyczki i przesadzić do nich hiacynty. Jednak i to robiłam z myślą o urodzinowych dekoracjach, więc chyba się nie liczy :)


 Za to wczoraj wieczorem skończyłam czapeczki na jajka. Zważywszy na pogodę za oknem – są bardzo na czasie. Najnowszy trend wielkanocny!
Lubię szydełkowanie za to, że dzięki temu jestem w stanie cokolwiek obejrzeć wieczorem. Inaczej – zasypiam, jeśli nie zajmę czymś rąk. Pewnie też to znacie: czekacie na serial/film cały tydzień i po 15 minutach śpicie, by obudzić się na napisy końcowe :)


I tak jak lubię samo szydełkowanie, tak nie lubię małych form. Któryś już raz przekonuję się, że nie mam do tego cierpliwości. Wolę robienie pledu, niż takich drobiazgów. Ale fakt: te maleństwa swój urok mają niezaprzeczalny, od razu wpadły mi w oko.


Właśnie dziś odebrałam też piękną karteczkę wprost  z Ushiilandii. Bardzo się ucieszyłam, a najbardziej to Adka, która przesyła moc uścisków małej Ali! Ula, bardzo dziękujemy!

Niech te świąteczne dni będą dla wszystkich tu zaglądających wyjątkowe!

Wymarzonych Świąt!

niedziela, 22 marca 2015

O szydełkowej chuście, kredensowym chaosie i odratowanym owsie.

Jak tylko wychodzi słońce, mam ochotę chwytać za aparat. Ostatnio polubiłam grzebanie w ustawieniach i nadziwić się nie mogę, jak długo byłam w tym temacie oporna. Na pierwszy rzut poszedł kredens wraz z całym majdanem. To chyba najbardziej „wystawkowe” miejsce w całym mieszkaniu. 


Cieszę się z tego rupiecia, bo jest bardzo pojemny: zmieścił nawet drukarkę, dvd, router i inne sprzętowe ustrojstwa. Jak mnie denerwował widok tego wszystkiego na wierzchu! Są mieszkania, gdzie to stanowi integralną część wystroju, a u nas od razu sprzęt „walił po oczach”. 


W koszyku zamiast włóczek są już bratki. Chciałam wystawić je na zewnątrz, ale po pięciu minutach gołębie wydziobywały owies, który z Adką tam sypnęłyśmy :) Odratowane resztki ładnie się wzbiły w górę, będzie dekoracja w sam raz na święta.



Zima za nami, a chusta dopiero teraz doczekała się zdjęcia. Poranki jeszcze nadal mroźne, więc jest ciągle w użyciu. Zrobiona z włóczki, która bardzo mi się spodobała wizualnie, ale praca z nią na początku nie była łatwa. To włochate coś ciągle się zaczepiało o szydełko i plątało, ale warto było się pomęczyć, bo chusta jest bardzo ciepła.


A ze sklepu spożywczego przyniosłyśmy też cebulki do posadzenia na szczypiorek. Pierwszy raz za takie się zabrałam i jestem ciekawa, czy w ogóle coś wyrośnie :) Po dwóch dniach są już korzonki, więc powinno być dobrze. 


 W domu Adka zadała fundamentalne pytanie: „Mamo, dlaczego wzięłaś białe?”. No tak, były jeszcze czerwone i żółte, ale … :) Małej, jak się okazało, też białe najbardziej się podobały :)




 Pozdrowienia!

wtorek, 17 marca 2015

Mini fotel.

Już, już myślałam, że meble w salonie to temat zamknięty, a jednak … :)
I co najśmieszniejsze, ten fotel wypatrzyła Adka.  
A było tak:
Zupełnym przypadkiem znaleźliśmy się w TK Maxx'ie. Ostatnio bardzo rzadko tam bywam, jakoś omijam wszelkie sklepy szerokim łukiem. Ale jak już tam trafiliśmy, to standardowo kierunek na dział domowy. Nagle Adka biegnie w kierunku mebli i wskakuje na mały fotel zachwycając się, jaki on piękny i jak będzie pasował do naszego „tronu” ( można go obejrzeć tu ).


 Jedno spojrzenie i odpadłam :)
Z duszą na ramieniu sięgałam po metkę z ceną :) Sporo przeceniony, więc był argument dla Męża :) Ada pędem po Tatę, a ja w głowie układam przemowę, żeby go przekonać.
„Żartujecie?” – usłyszałyśmy. 
Na szczęście jego mina mówiła wszystko i wiedziałam, że za pięć minut i tak wyniesie fotel ze sklepu. W końcu urok blondwłosej córeczki tatusia nie takie sprawy załatwiał :)


Fotelik jest uroczy. To taka miniaturka, która powoduje uśmiech u każdego i wszyscy chcą na nim siedzieć. Jest na dodatek leciutki, więc można go swobodnie przenosić, a „kropkę nad i” stawiają nietypowe nóżki. Uwielbiam przyglądać się Małej, kiedy mości się na nim ze swoimi pluszakami i kocykami. 


Przy okazji na zdjęciu ostatnia, zapomniana doniczka ze szczecińskiej giełdy. Kosztowała 2 złote i do teraz żałuję, że wzięłam tylko jedną. 
Natomiast koszyczek to też okazyjny zakup ( 11 zł to chyba dobra cena ? ) z myślą o zbliżających się świętach. Przeznaczony jest do sadzenia w nim roślin, ale tymczasowo są w nim włóczki. Odgrzebałam szydełko, bo zobaczyłam coś, co nie chciało mi wyjść z głowy. Spróbowałam, czy dam radę i nadziwić się nie mogę, jak szybko poszło ( ja chyba naprawdę mam traumę po szydełkowaniu pledu, hehe ).


Z  szydełkowymi wyrobami mam pewien plan. I mam plan, by to skończyć w weekend :) Jak się uda – będą fotki :)

Pozdrowienia!

czwartek, 12 marca 2015

„W marcu jak w garncu.”

Robiąc te zdjęcia myślałam o tym, jak to napiszę o pierwszych oznakach wiosny, kwiatkach, słonku i innych poprawiaczach nastroju. I to wszystko racja. Jednak dzisiejszy dzień kończy się dla mnie mocno nostalgicznie, dlatego napiszę tylko, że ostatnio u mnie tak, jak z pogodą: czasem słońce, czasem deszcz.


Jeden telefon przyprawił mnie o nerwowy rozstrój żołądka, drugi dał odwagę, by na głos powiedzieć o pewnym planie, o którym nigdy nawet nie śmiało się marzyć. Bo ja z tych, co boją się marzyć…
Kto pamięta jeszcze o noworocznych postanowieniach? Ze zdziwieniem zauważyłam, że jedno właściwie samo się realizuje. I dobrze mi z tym poczuciem sukcesu :)


A ten ceramiczny oszukaniec sam wpadł w ręce, bo z daleka udawał emaliowany kubek. Zwyklak bez znanej metki za grosze dał mi radochę na pół dnia przy robieniu tych zdjęć.

Pozdrowienia!

wtorek, 3 marca 2015

To się mogło udać?


Nawet nie wiem, co napisać! Po takiej dawce wsparcia zasłony wreszcie wymęczyłam. Nie chciałybyście widzieć mojej miny, kiedy je powiesiłam i zobaczyłam, że bez przewiązania szarfą wiszą smętnie dwie płachty :) Maszyna z powrotem na stół i szyłam te paski, bo jakbym to odłożyła na później, to miałabym po nocach koszmary. Ale są, wiszą i przypominają o mojej naiwności. Okazało się, że uszyć dwa prostokąty, to jednak jest filozofia. Po tej historii jestem krawiecko zaspokojona na dłuuugi czas :)


 Wam pozostawiam ocenę. Ja już ich nawet nie tknę, dopóki nie trzeba będzie prać. A u nas czas ten jest krótki za względu na dwa małe szkodniki: Adkę i Bohuna. Futrzak wie, jak działać pani na nerwy i układa się do snu w najdziwniejszych miejscach. Tym razem zapragnął pozagniatać zasłony :) A ja się tak cieszyłam, że mam w końcu takie do ziemi!


Mimo to fajne z niego psisko i wybaczam mu zawsze te wybryki, bo dobry z niego przyjaciel. 


To miejsce i tak będzie zajęte przez piękny mebelek, który przypadkiem właśnie kupiliśmy. Zrobię zdjęcia i pokażę, bo dawno się tak nie zachwyciłam. A myślałam, że salon więcej mebli już nie wchłonie :)


Pozdrowienia!

niedziela, 1 marca 2015

Miało być łatwo.


Wizja zasłon w głowie od dawna, materiał swoje odleżał, wiec rano wstałam i dopadła mnie myśl: „dziś albo nigdy”. Rozpoczęłam wraz z pierwszymi przebłyskami marcowego słońca i od razu pierwsza wtopa. No nic, sprułam nie zrażając się do dalszej pracy.


Zaczęłam ciąć kolejne kawałki: nijak nie pasuje z zaplanowanymi wymiarami. Nie pytajcie, jak przy zakupie mierzyłam i co wtedy sobie myślałam, bo … nie wiem. Miały być dwie szerokie zasłony, materiału starcza na dwie chudziny. Ale szyję dalej, bo jak nie skończę teraz, to tkanina zasili kosz z resztkami.


Z drobnymi przerwami dobijam do wieczora. Wiem już, że nie umiem prosto dociąć kawałków, zrobić porządnej zakładki i połączyć tkanin po właściwych stronach. Nie poddaję się, choć kolacja sama się jakoś nie zrobiła, a Adka próbowała jedynie wymoczyć się w wannie. 


I pomyśleć, że na tej maszynie ś.p. Teść uszył nawet namiot, a moja ś.p. Babcia była krawcową Mody Polskiej! Że też na mnie nawet kapka talentu krawieckiego nie spadła… Ciemna noc zastała mnie z tymi zasłonami, ale wiecie: jak kobieta się uprze … :)


 Oby było co pokazać w następnym wpisie :)

Pozdrowienia!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...